Apelacje – w sezonie pełnym afer i kontrowersji Trybunał Apelacyjny FIA miał pełne ręce roboty. Najważniejsza decyzja wciąż przed nim. McLaren zapowiedział, że złoży odwołanie w sprawie odstąpienia od ukarania BMW Sauber i Williamsa za zbyt zimne paliwo podczas Grand Prix Brazylii. Jeśli odwołanie zostanie uznane, a kierowcy wykluczeni (nie wiadomo, kiedy miałoby to nastąpić: dziś, jutro, za miesiąc?), to na mistrzowskim tronie Kimi Raikkonena zastąpi Lewis Hamilton. – Jeśli tak się stanie, będzie mi wstyd, że jeżdżę w F1 – mówi Fernando Alonso, rywal Hamiltona z McLarena.
Błędy – nie ustrzegł się ich żaden z kandydatów do tytułu. Raikkonen zawalił kwalifikacje w Monako, uderzając w barierę. Alonso wypadł z toru na Fuji, doszczętnie rozbijając samochód. Hamilton w dwóch ostatnich wyścigach sezonu zdobył zaledwie 2 punkty, choć już po przedostatniej rundzie mógł zostać mistrzem świata. Raikkonen w ciągu tych dwóch Grand Prix odrobił aż 18 punktów do Anglika.
Ciśnienie – w oponach, czyli rózga używana przez McLarena do karcenia Alonso. Niepokorny Hiszpan domagał się od zespołu traktowania należnego mistrzowi świata, ale z Hamiltonem, pupilem szefa, wygrać nie mógł. W ostatnich wyścigach sezonu samochód Alonso spisywał się wyraźnie gorzej od teoretycznie identycznego bolidu Anglika. W Chinach Hiszpan otwarcie przyznał, że w decydującym momencie kwalifikacji ciśnienie w oponach jego bolidu było za wysokie.
Dźwig – zgodna z regulaminem pomoc z zewnątrz. Dzięki niej Hamilton nie zakończył wyścigu o GP Europy na poboczu. Przepisy mówią, że w przypadku wypadnięcia samochodu z toru, porządkowi mają obowiązek usunąć go w bezpieczne miejsce. Z reguły auto spychane jest za bariery, ale na Nürburgringu obsługa toru pomogła zawodnikowi wrócić do akcji. Całą akcję trudno nazwać bezpieczną – dźwig podniósł McLarena z kierowcą wciąż siedzącym w kokpicie, a chwilę wcześniej w pojazd porządkowych prawie uderzył kolejny wypadający z toru kierowca. Spośród kilku zawodników, którzy utknęli w tym miejscu, takiej pomocy udzielono tylko Hamiltonowi.
Ecclestone – Bernie. Człowiek, który zbił fortunę na sprzedaży praw do transmisji TV Formuły 1 i na pewno nie jest zadowolony z wyników sezonu 2007. Siwowłosy Anglik powiedział, że mistrzem świata powinien zostać Hamilton, bo zrobił najwięcej dla promocji sportu.