Jak się panu podobało wystąpienie prezydenta Trumpa, w którym zapowiedział on wprowadzenie ceł odwetowych na znaczącą część świata?
To konsekwentna realizacja dosyć prostej strategii kierowanej do masowego odbiorcy, która polega na tym, że generalnie wszystko, co się da, należy przenieść do nas. Cła mają wymusić przeniesienie do USA produkcji towarów, które dziś są eksportowane na tamtejszy rynek. Klasyczna polityka izolacjonistyczna oparta na błędnych założeniach makroekonomicznych, wręcz sprzecznych z teorią ekonomii, z tym co wiemy o ekonomicznych zasadach funkcjonowania świata. Żaden rozsądny makroekonomista tego nie poprze.
Kto zatem doradza to prezydentowi Trumpowi?
Prawdziwi ekonomiści już od prezydenta Trumpa odeszli. Tych, którzy byli w radzie ekonomicznej, którzy byli doradcami poprzednich prezydentów, już dawno w otoczeniu Trumpa nie ma. Tam jest mocna ideologia. Trochę to jest jak z kościołem. Tam jest wiara. Wiara, że nasza koncepcja jest słuszna, najsłuszniejsza i ona się sprawdzi. Za chwilę się przekonamy, jak się sprawdzi.
Czytaj więcej
Mechanizm ceł wzajemnych ma być odpowiedzią na bariery celne i pozataryfowe stosowane przez partn...
Trump liczy, że cła, które nakłada, przyniosą ograniczenie amerykańskiego deficytu handlowego.
Różne są na ten temat szacunki. Ocenia się, że cła w średniej wysokości 20 proc. ograniczą amerykański deficyt handlowy mniej więcej o 1/10. Mogą co najwyżej zredukować, nie zlikwidować, deficyt handlowy, przynosząc przy tym duże straty w postaci wyższych kosztów dla konsumentów amerykańskich. To z ekonomią jako taką nie ma nic wspólnego. Problemem amerykańskiej gospodarki jest nadmierny popyt wewnętrzny przy niewystarczających możliwościach zaspokojenia go siłami własnymi. To jest główna przyczyna deficytu handlowego. Ale ten deficyt to małe piwo. Oni mają olbrzymi napływ kapitału, który pokrywa im deficyt w wymiarze finansowym, fiskalnym. I obecna polityka Trumpa będzie powodowała to, że ten kapitał będzie im napływał mniej chętnie. W jaki sposób, bez wsparcia zewnętrznego, sfinansować popyt krajowy - to będzie następny problem.
Tymczasem ten sam wynik da się osiągnąć przez wzrost podatków, cięcie wydatków rządowych oraz wzrost oszczędności gospodarstw domowych. I to bez likwidacji zewnętrznych źródeł finansowania deficytów, które są niezbędne do czasu, aż wyniki zacznie przynosić rozsądna korekta realnych przyczyn nierównowagi. Problemem jest dobór remedium na bolączkę. Ta trumpowska recepta dobrze się sprzedaje, choć jest chora i chorobę tylko pogłębi. Recepta ekonomiczna wymaga nieprzyjemnej kuracji. Pomogłaby w średnim okresie przywrócić zdrowie. Tyle, że bardzo kiepsko wygląda w oczach wyborców.