Nie warto się zastanawiać, czy w swoim przemówieniu w Jerozolimie Putin „odpuścił" nam czy nie. Gospodarz Kremla najpierw przypuścił bezprecedensowy atak, oskarżając Polskę o odpowiedzialność za wywołanie II wojny światowej, a następnie „łaskawie" nie wspomniał o tym ponownie w Izraelu. Żadna to satysfakcja, zwłaszcza że w tej łagodniejszej wersji narracji nie powstrzymał się też od kłamstw historycznych, jak choćby mówiąc, że 40 proc. zamordowanych w Holokauście Żydów stanowili obywatele sowieccy. Nie brakowało też motywów, które w każdej chwili można rozwinąć w twórczy, antypolski sposób – jak choćby słowa o „pomocnikach" w Holokauście.