Choć Polska nazywana bywa potęgą winniczka, to dane GUS pokazują, że na to miano zasługujemy coraz mniej. Jeszcze w 2004 r. wyeksportowaliśmy 474 tony winniczków, w 2015 r. 326 ton, a potem przyszło załamanie – w 2018 r. wysłaliśmy za granicę jedynie 164 tony o wartości 4,1 mln zł.
Głównym klientem była oczywiście Francja, która kupiła 83 proc. całego eksportu, reszta trafiła do Czech, na Ukrainę, do RPA, Austrii czy Iranu. Co więcej, pod tymi statystykami kryje się prawdopodobnie coraz mniej winniczków (Helix pomatia). Dane eksportu GUS nie rozróżniają bowiem, czy chodzi o dzikiego winniczka czy o jego hodowlanych konkurentów: ślimaka afrykańskiego i śródziemnomorskiego (Helix aspersa maxima i Helix aspersa müller). Problem leży w nieprzewidywalności zbiorów winniczków i braku rąk do pracy.