Lektura „Maxima culpa” czy oglądanie kolejnego odcinka „Bielma” Marcina Gutowskiego nie jest dla kogoś, kto od lat zajmuje się tematem nadużyć seksualnych, przesadnie wstrząsającym doświadczeniem. Większość danych (poza sugestiami odnośnie kard. Adama Sapiehy i kwestią przeniesienia księdza do Austrii) była już wcześniej znana (choćby z publikacji „Rzeczpospolitej”). Czy to znaczy, że oba te dzieła nie mają znaczenia? Nic bardziej błędnego. Mają, bo stawiają niezmiernie istotne pytania (choć moim zdaniem odpowiedzi są nieco przedwczesne), a także pozwalają zweryfikować część z głęboko zakorzenionych w nas przekonań.