Przed tygodniem obiecałem napisać o jednym z bohaterów narodowych Tajwanu – Mona Rudao. Zanim jednak o wodzu plemienia Seediq, kilka słów o tajwańskich rdzennych mieszkańcach, których do niedawna nazywano aborygenami. W sensie etnicznym to potomkowie azjatyckich ludów, które trafiały na wyspę od kilkunastu do kilku tysięcy lat temu. Jeśli Tajwan był wcześniej zaludniony, to plemiona, których potomkowie przetrwali do dziś, dokonali skutecznej eksterminacji swoich poprzedników. Sami stworzyli przebogatą, dość jednolitą etnicznie, choć zróżnicowaną językowo grupę ludów myśliwskich w górach, rolniczych na nizinach i rybackich na wybrzeżach tej niewielkiej wyspy.
Co najciekawsze, wedle badań naukowców to właśnie z Tajwanu ok. 6 tys. lat temu wyruszyła w świat największa do czasów nowożytnych migracja ludów tworzących dziś tzw. austronezyjską grupę językową. To żywioł, który zdominował wielkie połacie świata, poczynając od odległego Madagaskaru, przez Filipiny, Wyspy Sundajskie, po wybrzeża Nowej Gwinei, Polinezję, Melanezję, Mikronezję, Nową Zelandię czy Hawaje. To właśnie dzięki wspólnemu pochodzeniu do dziś tajwańscy autochtoni potrafią się porozumieć z ludźmi zasiedlającymi wyspy odległe o dziesiątki tysięcy kilometrów, jak Malgasze czy nowozelandzcy Maorysi. Fakt, że przez setki lat ich języki się nie wyasymilowały, zakrawa na prawdziwy cud.
Czytaj więcej
Tajwan jest najlepszym dowodem, że chińską cywilizację konfucjańską można pożenić z wolnościowym...
Tajemniczy, okrutny, ale piękny Tajwan
Na samym Tajwanie autochtoni stworzyli kulturę wiecznie zwaśnionych i walczących z sobą klanów łowców głów, co stało się zresztą znakiem rozpoznawczym większości ludów z grupy austronezyjskiej. Tradycja zdobywania czaszek wrogów i ozdabiania nimi domostw (układano je w szeregi na długich półkach przy chatach) przetrwała do czasów niemal współczesnych. Zabronili jej w końcu okupanci japońscy, ale przez nich też doszło do ostatniego aktu tej okrutnej praktyki.