Lato 1940. Bitwa o Wielką Brytanię. Koło Dover chłop grabi z żoną siano i widząc spitfire’y walczące z messerschmittami – smugi pocisków, warkocze dymu, rozrywane na strzępy samoloty, mówi do niej: „cały świat zwariował, tylko ty i ja zostaliśmy normalni, ale czasami to i co do ciebie mam pewne wątpliwości...”.
Przypomniała mi się ta anegdota podczas lektury tekstu Marka Migalskiego „Mundial stwarza narody”. Jego tezą jest bowiem, że miliony kibiców z Argentyny, Rosji, Japonii, Serbii, Francji i 27 innych nacji (oraz miliardy przed telewizorami) nie tylko nie zdają sobie sprawy, że uczestniczą w procesie budowania swoich fikcyjnych tożsamości – narody bowiem są tworami urojonymi, ale też – mniej lub bardziej świadomie – przygotowują się do mordowania innych ludzi. Normalny pozostał jedynie Marek Migalski i paru intelektualistów, na których się powołuje (acz co do nich wolno już posiadać wątpliwości).