Radość z cudzego nieszczęścia w dobie kryzysu

Warto wziąć kalkulator i policzyć, jaką stopę zwrotu z inwestycji miały fundusze emerytalne. Potem trzeba ową stopę porównać z zyskami z lokat bankowych i z kapitalizacją składek w ZUS. Podpowiadam: zysk OFE był wyższy

Publikacja: 29.10.2008 23:13

Schadenfreude to, jak wiadomo, Schaden (szkoda) i Freude (radość), co w sumie daje radość z cudzego nieszczęścia. Schadenfreudystów zawsze było na świecie dużo (popularny rosyjski dowcip: Iwanow zbankrutował? No proszę, obcy człowiek, a jednak przyjemnie). A dzisiaj nadszedł dla nich wspaniały czas. Dzięki kryzysowi mogą aż do sufitu skakać z radości.

Tym PT Czytelnikom, którzy są normalni i nie rozumieją, jak można cieszyć się z nieszczęścia, wyjaśniam, że moim zdaniem taka postawa ma trzy mocne źródła.

Pierwszym jest wyznawana ideologia. Dla wielu „dobrych ludzi” kapitalizm i wolny rynek są przedmiotem nienawiści, zwłaszcza że przez pół wieku codziennie dowodziły, że bez pomocy owych „dobrych ludzi” potrafią rozwiązywać większość problemów tego świata, zapewniając coraz większy dobrobyt.

Po drugie ludźmi, szczególnie politykami, kieruje cynizm pozwalający zbić na kryzysie spory kapitał polityczny.

I po trzecie (last but not least), daje znać o sobie zwyczajna głupota i niezdolność zrozumienia najprostszej informacji. Najczęściej zresztą wszystkie te trzy przyczyny występują razem.

Polityków zostawię na boku, odnotowując tylko, że w Polsce jednak nikt nie posunął się tak daleko jak lewicowy premier Słowacji Robert Fico. Najpierw postulował unieważnienie transakcji prywatyzacyjnych, a potem zaproponował – w jedynym kraju Europy Środkowej, do którego kryzys finansowy nie dotarł – nacjonalizację funduszy emerytalnych.

Nie bardzo mogę jednak pominąć dziennikarzy. Wszak to moja grupa zawodowa, na dodatek – w odróżnieniu od polityków – ciesząca się jakim takim zaufaniem społecznym.

Nie wiem tylko, jak długo tak będzie, skoro zdarzają się takie teksty jak w „Gazecie Wyborczej” z 23 października. Z tekstu tego wynika, że: „od początku reformy emerytalnej w 1999 r. fundusze (…) zarobiły dla nas 24,8 mld zł (…), ale od stycznia z funduszy wyparowało prawie tyle samo – 24,2 mld zł!”. Straszne, bo wynika z tego, że emerytom pozostało nędzne 600 mln zł. Tyle tylko, że zgodnie z komunikatem Komisji Nadzoru Finansowego zyski OFE do 1 stycznia 2008 r. wyniosły 49 mld zł, straty w tym roku 24,2 mld zł, a 24,8 mld zł to aktualna wielkość zysku.

Aby takiego komunikatu nie zrozumieć, nie wystarczy być mało lotnym. Trzeba jeszcze mieć polityczny interes w dowaleniu brzydkiemu leseferyzmowi. A wyznawana ideologia musi skłaniać do uwierzenia, że emeryci znaleźli się w tak straszliwej sytuacji.

Tak zwanego bączka, czyli informację całkiem fałszywą, zdarzało się puścić największym gazetom świata. Elegancja nakazuje jednak ją sprostować. Gazeta postąpiła inaczej, obarczając winą za podanie owej bredni Komisję Nadzoru Finansowego.

Wielka szkoda, bo błędy trzeba jednak odpokutować. I jako pokutę daję zrobienie zadania matematycznego. Trzeba wziąć kalkulator i policzyć, jaką stopę zwrotu z inwestycji miały fundusze emerytalne, przyjmując, że zarobiły 24,8 mld zł. Następnie warto ową stopę porównać z zyskami z lokat bankowych i z kapitalizacją składek w ZUS. Nie jest to szczególnie trudne, ale na wszelki wypadek podpowiadam: zysk OFE był wyższy.

Opinie Ekonomiczne
Prof. dr hab. Andrzej K. Koźmiński: Cała władza w ręce miliarderów
Materiał Promocyjny
Rośnie znaczenie magazynów energii dla systemu energetycznego i bezpieczeństwa kraju
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Prima aprilis przez cały rok
Opinie Ekonomiczne
Bogusław Chrabota: Czy „dzień W” utopi Trumpa?
Opinie Ekonomiczne
Adam Sanocki: Zielone lotnictwo potrzebuje wsparcia
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Opinie Ekonomiczne
Mariusz Janik: Atomowa droga przez mękę
Materiał Promocyjny
Jak znaleźć nieruchomość w Warszawie i czy warto inwestować?