Deflacja jest w Polsce od lipca 2014 r., a prognozy wskazują, że utrzyma się aż do października, a może i dłużej. W lutym i marcu ma wynieść nawet 1,5 proc. Odsetek konsumentów i firm oczekujących, że w ciągu roku ceny się nie zmienią lub spadną, jest najwyższy od początku badania oczekiwań inflacyjnych. Jedni i drudzy nie odkładają jednak zakupów. Zdają się czuć to, czego nie widzą wyznawcy teorii spirali deflacyjnej – że deflacja ma źródła podażowe.
Odpowiada za nią głównie spadek cen paliw, których większość importujemy, oraz spadek cen żywności, a nie słabość popytu. Popyt krajowy trzeci kwartał z rzędu wzrósł o blisko 5 proc., tym razem pomimo ujemnego wkładu zmiany stanu zapasów. Silniej, niż oczekiwali najwięksi optymiści, zwiększyła się zarówno konsumpcja, jak i inwestycje. Oba te strumienie popytu powinny nadal szybko rosnąć.
Jak w czasie boomu
Gospodarstwa domowe mają z czego finansować większą konsumpcję. Dzięki spadkowi cen, wzrostowi zatrudnienia i umiarkowanym podwyżkom wynagrodzeń tempo wzrostu funduszu płac w gospodarce przekroczyło 6 proc.
Oceny przyszłej sytuacji finansowej podskoczyły do poziomu nieobserwowanego od boomu w latach 2007–2008. Jednocześnie gospodarstwa chcą zwiększać konsumpcję. Ich oceny warunków dokonywania większych zakupów nie były równie wysokie od wybuchu globalnego kryzysu.
Przedsiębiorcy mają z czego finansować inwestycje. Spadające koszty energii oraz surowców i materiałów pozwoliły im nie tylko obniżyć własne ceny i pokryć wyższe koszty wynagrodzeń, ale i ponownie zwiększyć zyski. Odsetek zyskownych firm jest bliski maksimum z 2007 r., a firm z nadwyżkową płynnością – największy w historii. Jednocześnie warunki uzyskania kredytu są najlepsze od 1989 r.