To nie deflacja jest zagrożeniem

Prawdziwym zagrożeniem dla Polski jest pojawienie się nierównowagi makroekonomicznej za sprawą zbyt długo utrzymywanych zbyt niskich stóp procentowych – piszą ekonomiści.

Publikacja: 15.02.2015 20:00

Andrzej Rzońca

Andrzej Rzońca

Foto: Fotorzepa/Piotr Nowak

Deflacja jest w Polsce od lipca 2014 r., a prognozy wskazują, że utrzyma się aż do października, a może i dłużej. W lutym i marcu ma wynieść nawet 1,5 proc. Odsetek konsumentów i firm oczekujących, że w ciągu roku ceny się nie zmienią lub spadną, jest najwyższy od początku badania oczekiwań inflacyjnych. Jedni i drudzy nie odkładają jednak zakupów. Zdają się czuć to, czego nie widzą wyznawcy teorii spirali deflacyjnej – że deflacja ma źródła podażowe.

Odpowiada za nią głównie spadek cen paliw, których większość importujemy, oraz spadek cen żywności, a nie słabość popytu. Popyt krajowy trzeci kwartał z rzędu wzrósł o blisko 5 proc., tym razem pomimo ujemnego wkładu zmiany stanu zapasów. Silniej, niż oczekiwali najwięksi optymiści, zwiększyła się zarówno konsumpcja, jak i inwestycje. Oba te strumienie popytu powinny nadal szybko rosnąć.

Jak w czasie boomu

Gospodarstwa domowe mają z czego finansować większą konsumpcję. Dzięki spadkowi cen, wzrostowi zatrudnienia i umiarkowanym podwyżkom wynagrodzeń tempo wzrostu  funduszu płac w gospodarce przekroczyło 6 proc.

Oceny przyszłej sytuacji finansowej podskoczyły do poziomu nieobserwowanego od boomu w latach 2007–2008. Jednocześnie gospodarstwa chcą zwiększać konsumpcję. Ich oceny warunków dokonywania większych zakupów nie były równie wysokie od wybuchu globalnego kryzysu.

Przedsiębiorcy mają z czego finansować inwestycje. Spadające koszty energii oraz surowców i materiałów pozwoliły im nie tylko obniżyć własne ceny i pokryć wyższe koszty wynagrodzeń, ale i ponownie zwiększyć zyski. Odsetek zyskownych firm jest bliski maksimum z 2007 r., a firm z nadwyżkową płynnością – największy w historii. Jednocześnie warunki uzyskania kredytu są najlepsze od 1989 r.

Przedsiębiorcy mają też powody inwestować. Z jednej strony stopień wykorzystania zdolności wytwórczych wyraźnie przekracza wieloletnią średnią i jest najwyższy od wybuchu globalnego kryzysu.

Najniższy odsetek przedsiębiorców od wybuchu kryzysu postrzega niedostateczny popyt jako barierę. Przewidywania firm co do popytu i zamówień są bardziej optymistyczne niż przeciętnie w przeszłości. Z drugiej strony relacja nakładów na inwestycje do wartości majątku trwałego, choć rośnie, istotnie odstaje od wieloletniej średniej.

No i w końcu przedsiębiorcy chyba przestali się bać inwestować. Pomimo rosyjskiej agresji na Ukrainę, wzrostu ryzyka poważnych zawirowań w strefie euro i erupcji populizmu w kraju w związku ze zbliżającymi się wyborami ich oceny niepewności w otoczeniu spadły do najniższego poziomu od początku pomiaru. Odsetek podmiotów zwiększających inwestycje wzrósł do poziomów z 2007 r.

Groźba za niskich stóp

Jak widać, ani konsumenci, ani przedsiębiorcy nie dorośli do teorii spirali deflacyjnej. Zagrożeniem dla Polski nie jest deflacja, ale pojawienie się nierównowagi makroekonomicznej za sprawą zbyt niskich stóp procentowych utrzymywanych przez zbyt długi czas.

Pomimo deflacji masa pieniądza zwiększa się w tempie zbliżającym się do 10 proc. Do kreacji pieniądza najbardziej spośród kredytów przyczynia się kredyt mieszkaniowy w złotych. W zeszłym roku jego przyrost był większy od przyrostu wszystkich rodzajów kredytów dla przedsiębiorstw łącznie, w tym dwukrotnie większy od przyrostu kredytów na inwestycje. Jego dynamika ponad trzykrotnie przekracza tempo wzrostu dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych, które determinują ich zdolność do spłaty zobowiązań.

Jako że kredyt ten ma zmienne oprocentowanie, na gospodarstwa domowe spada olbrzymie ryzyko stopy procentowej. Rata kredytu mieszkaniowego w złotych, zaciąganego dzisiaj na 30 lat, wzrosłyby o ponad 30 proc. przy powrocie stóp procentowych NBP do poziomu sprzed cyklu obniżek, tj. do 4,75 proc.

Gdyby zrealizowały się przewidywania analityków i NBP jeszcze obniżyłby stopy, a banki zgodnie z zapowiedziami obcięłyby marże wliczane do oprocentowania kredytów, to rata kredytu zaciągniętego w takich warunkach wzrosłaby o ponad 40 proc. przy powrocie stóp procentowych NBP do poziomu 4,75 proc.

Gdyby nie spadki cen paliw, deficyt obrotów bieżących przekroczyłby w ubiegłym roku 3 proc. PKB. Jeśli utrzyma się zeszłoroczna relacja między dynamiką importu a eksportu, to z chwilą zatrzymania spadku cen paliw nierównowaga zewnętrzna będzie się pogłębiać w tempie 1,2 proc. PKB rocznie. Dodatkowo może ją zwiększyć pogorszenie salda dochodów. Dzisiaj saldo to poprawiają historycznie niskie stopy procentowe w kraju i za granicą.

Andrzej Rzońca jest członkiem Rady Polityki Pieniężnej Piotr Ciżkowicz jest adiunktem SGH

Opinie Ekonomiczne
Piotr Arak: Rosja w pułapce wysokich stóp procentowych
Materiał Promocyjny
Rośnie znaczenie magazynów energii dla systemu energetycznego i bezpieczeństwa kraju
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Politycy, odczepcie się od polityki pieniężnej
Opinie Ekonomiczne
Bogusław Chrabota: Jak się chronić przed złymi skutkami sztucznej inteligencji?
Opinie Ekonomiczne
Prof. dr hab. Andrzej K. Koźmiński: Cała władza w ręce miliarderów
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Prima aprilis przez cały rok
Materiał Promocyjny
Jak znaleźć nieruchomość w Warszawie i czy warto inwestować?