„A więc jeszcze raz. Sprowadzili SETKI TYSIĘCY migrantów z Azji i Afryki (zarabiając przy okazji na wizach) oraz rosyjskich i białoruskich »informatyków«, pomagając w budowie obcej agentury. Przykryć to chcą rasistowską propagandą. Liczą na krótką pamięć i siłę swojego wrzasku” – napisał (pisownia oryginalna) w niedzielę na swoim profilu na portalu X premier Donald Tusk.
Możemy jedynie się domyśleć, co autor miał na myśli. Niespecjalnie zanurzający się w burzliwą codzienność polskiej polityki odbiorca powinien zrozumieć, że chodzi o PiS, który sprowadził do kraju tłumy „tych złych”, czyli imigrantów z Azji i Afryki, oraz jakąś agenturę rosyjską i białoruską. Politycy często w swoich wypowiedziach dzielą otaczający ich świat na „my” kontra „oni”. To nieodzowna część walki politycznej nie tylko nad Wisłą. Problem polega na tym, że często ci „oni” to tak naprawdę „my”.
Dlaczego Donald Tusk atakuje białoruskich informatyków?
Temat imigrantów z państw odległych pozostawiam ekspertom od Azji i Afryki, skupię się na relacjach polsko-białoruskich, które obserwuję i opisuje od kilkunastu lat. Mówiąc o „białoruskich informatykach”, premier Donald Tusk miał zapewne na myśli program rządowy Program Poland. Business Harbour uruchomiony jesienią 2020 roku w reakcji na brutalne stłumienie powyborczych protestów i bezprecedensowe represje, które reżim Aleksandra Łukaszenki rozpoczął wobec własnego społeczeństwa.
Czytaj więcej
Wojna nad Dnieprem prędzej czy później się zakończy. Państwo Aleksandra Łukaszenki może zostać po...