Donald Trump wywołał trzęsienie ziemi na giełdach

1,7 biliona dolarów wyparowało z Wall Street na początku czwartkowej sesji. Ostra wyprzedaż na globalnych rynkach była reakcją na nowe amerykańskie cła.

Publikacja: 04.04.2025 05:44

Prezydent USA Donald Trump jak na razie wydaje się mało zwracać uwagę na przecenę na giełdach. Jest

Prezydent USA Donald Trump jak na razie wydaje się mało zwracać uwagę na przecenę na giełdach. Jest przekonany, że ostre podwyżki ceł w długim terminie przyczynią się do odrodzenia gospodarki amerykańskiej

Foto: Michael Nagle/Bloomberg

Przez globalne rynki przetaczała się w czwartek fala wstrząsowa będąca reakcją na ogłoszony przez prezydenta USA Donalda Trumpa mechanizm tzw. ceł wzajemnych. Sesja na Wall Street zaczęła się od ostrych spadków. Dow Jones Industrial tracił 2,7 proc., S&P 500 spadał o 3,1 proc., a Nasdaq Composite zniżkował o 4,2 proc. Wyprzedawano przede wszystkim akcje sieci sklepów oraz koncernów, które dotąd mocno korzystały z globalizacji. Papiery Apple zniżkowały o 8 proc., Tesli o 4 proc., Nike o 12 proc., a sieci Dollar Tree o 11 proc. W tym czasie trwała wyprzedaż w Europie. Niemiecki DAX spadał o 2,4 proc., francuski CAC 40 zniżkował o 3,2 proc., a polski WIG20 tracił 3,7 proc. Spadkami zakończyła się wcześniej sesja w Azji. Japoński Nikkei 225 stracił 2,8 proc., Hang Seng (główny indeks giełdy w Hongkongu) spadł o 1,5 proc., ale koreański KOSPI zakończył dzień tylko 0,8 proc. na minusie, indyjski Sensex stracił 0,4 proc., a chiński Shanghai Composite spadł o 0,2 proc. Dolar tracił wobec głównych walut świata i złotego. Po południu za 1 euro płacono 1,106 USD, a za 1 dolara 3,79 zł. Rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich zeszła do 4,05 proc. Cena złota ustanowiła rekord na poziomie prawie 3160 USD, by później spaść w okolice 3100 USD. Notowania bitcoina spadały po południu o około 2 proc., ale były w okolicach 83 tys. USD. Ropa gatunku WTI taniała natomiast o blisko 6 proc., a jej cena spadła poniżej 68 USD za baryłkę.

Czytaj więcej

Emmanuel Macron wzywa unijne firmy, by nie inwestowały w USA

– To dzień wielkiego wstrząsu sejsmicznego dla handlu globalnego. Trump wysadza w powietrze powojenny system, który uczynił USA i świat dostatnimi, a robi to z lekkomyślną pewnością siebie – uważa Nigel Green, prezes firmy doradczej deVere Group.

Szokujący cios

– 2 kwietnia 2025 r. na zawsze zostanie zapamiętany jako dzień odrodzenia się amerykańskiego przemysłu, dzień odzyskania przeznaczenia Ameryki i dzień, w którym zaczęliśmy ponownie czynić Amerykę bogatą, dobrą i zamożną – mówił w środę wieczorem Trump. Przedstawił wówczas mechanizm tzw. ceł wzajemnych. Przewiduje on, że od 5 kwietnia towary sprowadzane od większości partnerów handlowych USA będą obłożone dodatkowym 10-proc. cłem. Do tej grupy, oclonej stawką „minimalną”, zostały zaliczone m.in.: Wielka Brytania, Brazylia, Turcja i Arabia Saudyjska. Pozostałe kraje, obwiniane przez Waszyngton o stosowanie zbyt wysokich barier dla eksportu produktów amerykańskich, zostaną od 9 kwietnia oclone mocniej. (Z podwyżek będą wyłączone niektóre produkty, głównie surowce takie jak ropa, miedź czy drewno). Na dobra importowane z Unii Europejskiej zostanie nałożone 20-proc. cło. Dla Japonii będzie ono wynosiło 24 proc., dla Indii 26 proc., dla Szwajcarii 31 proc., a dla Tajwanu 32 proc. Chiny zostaną dotknięte cłem wynoszącym 34 proc., do którego trzeba jednak dodać nałożone kilka tygodni temu 20-proc. cło oraz podwyżki ceł z czasów pierwszej administracji Trumpa.

– Usiądźcie, weźcie głęboki oddech i nie dokonujcie odwetu od razu. Zobaczymy, w jakim kierunku się sprawy potoczą, a gdy będziecie odpowiadać, będziemy mieć eskalację – poradził państwom dotkniętym podwyżkami ceł Scott Bessent, sekretarz skarbu USA.

Claudia Sheinbaum, prezydent Meksyku, zapowiedziała już, że jej kraj nie dokona odwetu handlowego na USA. (Meksyk i Kanada zostały pominięte w mechanizmie ceł wzajemnych, ale grozi im zapowiedziane wcześniej cło wynoszące 25 proc.). W Londynie nałożenie 10 proc. na brytyjskie produkty przyjęto z ulgą, gdyż spodziewano się stawki wynoszącej 20 proc. „Trump właśnie dowiódł, że brexit był najlepszą decyzją, jaką Wielka Brytania kiedykolwiek podjęła” – napisał Matthew Lynn, publicysta dziennika „The Telegraph”. Chiny wezwały USA do natychmiastowego cofnięcia podwyżek ceł i zapowiedziały odwet. (Dodatkowo uderzyło w nie to, że Trump cofnął zwolnienie z cła towarów zamawianych przez internet wartych mniej niż 800 USD). Retorsje handlowe zapowiedziała też Unia Europejska. Mocno się opowiadają za nimi Niemcy i Francja, a włoski rząd wzywa do ostrożności. Pedro Sanchez, premier Hiszpanii, zapowiedział wart 14,1 mld euro pakiet wsparcia dla krajowej gospodarki. Wiele państw wyraziło natomiast chęć negocjowania z USA stawek celnych. – Japonia jest krajem, który dokonuje najwięcej inwestycji w USA, więc zastanawiamy się, czy jest sens nakładania ujednoliconych ceł na wszystkie państwa – powiedział Shigeru Ishiba, premier Japonii.

– Cła amerykańskie stawiają resztę świata w trudnej pozycji w kwestii odwetu oraz negocjacji, co prawdopodobnie doprowadzi do okresu niepewności oraz potencjalnych ryzyk dla globalnego wzrostu i inflacji w USA w ciągu najbliższych trzech–dziewięciu miesięcy. Im więcej będzie odwetów, tym gorzej, a im więcej samopomocy w kraju, tym lepiej – wskazują analitycy banku Julius Baer.

Analitycy Oxford Economics nie spodziewają się natomiast, by obecna wojna handlowa wpędziła świat w recesję. Oczekują oni, że globalny wzrost gospodarczy zwolni w tym roku poniżej 2 proc. i będzie najsłabszy od globalnego kryzysu finansowego (nie licząc okresu pandemii).

Czas niepewności

Wielu analityków wskazuje, że dalsze reakcje rynków będą zależały od odpowiedzi różnych państw na działania administracji Trumpa.

– Chociaż jasne jest, że jesteśmy świadkami historycznego momentu, w którym USA zrywają ze starym porządkiem, to przyznajemy, że o ile kraje nie podejmą odwetu, o tyle te często bardzo wysokie wzajemne cła będą uważane za górną granicę podlegającą negocjacjom. Inwestorzy mogą mieć nadzieję na ich złagodzenie lub odroczenie. Uwaga skupia się teraz na tym, jak kraje zareagują na ten szok wywołany przez Trumpa, a wszelkie nagłówki opisujące odpowiedzi prawdopodobnie zwiększą zmienność na rynkach – twierdzi Roman Ziruk, analityk Ebury.

– Amerykańskie akcje prawdopodobnie pozostaną pod presją w krótkim terminie, jednak sekretarz skarbu stwierdził, że prezydent Trump byłby otwarty na negocjacje w sprawie obniżenia taryf w przyszłości, choć nie znamy szczegółów, jak mogłoby to zostać osiągnięte. Ogłoszenie prezydenta wydawało się wszechstronne, ale nie możemy być pewni, czy nie pojawią się kolejne zapowiedzi taryf. Dopóki Trump nie potwierdzi, że nie będzie więcej nowych ceł, możemy obserwować, jak europejskie i brytyjskie akcje nadal będą przewyższały rynki amerykańskie – prognozuje Kathleen Brooks, szefowa działu analiz XTB.

Niepewność panująca na rynkach może prowadzić do pogłębienia korekty na Wall Street. – Rynek nie spodziewał się, że będzie to tak surowe, jak jest, i w rezultacie Wall Street nie doceniła tego, co usłyszała. Myślę, że Wall Street w zasadzie mówi, że nie jesteśmy do końca pewni, jakie taryfy odwetowe nadejdą od naszych głównych partnerów handlowych, ale martwią się tym, że doprowadzi to do wyższej inflacji i niższego wzrostu zysków na akcję, jeśli nie tylko do zwiększonej zmienności – wskazuje Sam Stovall, główny strateg inwestycyjny CFRA Research.

Analitycy firmy badawczej Capital Economics obniżyli prognozę dla indeksu S&P 500 na koniec 2025 r. z 7000 pkt do 5500 pkt. Jeśli ta projekcja się sprawdzi, to S&P 500 zakończy rok o 10 proc. niżej od szczytu z lutego. Byłby to poziom podobny jak we wrześniu 2024 r.

Anomalie w najnowszym amerykańskim mechanizmie ceł wzajemnych

Ogłoszenie szczegółów amerykańskiego mechanizmu ceł wzajemnych wywołało szok m.in. w Izraelu. USA zdecydowały się bowiem nałożyć na ten kraj 17-proc. cło, pomimo że dzień wcześniej Izrael obniżył cła na amerykańskie produkty do zera. Przedstawiciele administracji Trumpa twierdzą jednak, że podwyższona stawka została nałożona na Izrael ze względu na to, że firmy farmaceutyczne z tego kraju „naruszają amerykańską własność intelektualną”.

Podwyżki ceł ominęły za to Rosję i Białoruś. Ich ominięcie w nowym mechanizmie taryfowym jest tłumaczone tym, że oba kraje są objęte sankcjami, a handel z nimi jest znikomy. USA zdecydowały się jednak podwyższyć cła dla państw i terytoriów zależnych, z którymi handlują na bardzo małą skalę. Na przykład 29-proc. stawkę nałożono na produkty z Wysp Norfolk, czyli terytorium zależnego Australii (podczas gdy samą Australię objęto stawką wynoszącą 10 proc.), choć do USA sprowadzano stamtąd towary warte tylko 655 tys. rocznie. Cłami wzajemnymi objęto też inne australijskie terytorium zależne – bezludne, położone w pobliżu Antarktydy wyspy Heard i McDonald.

Wysokość ceł wzajemnych jest formalnie uzależniona od tego, jakie cła dane państwo nalicza na produkty z USA, jakie stosuje bariery pozataryfowe i czy stosuje protekcjonizm walutowy. Część ekspertów kwestionuje te wyliczenia. „Oto, co wydaje się, że zrobił Biały Dom i jego elitarny zespół śledczych ds. handlu: wzięli deficyt handlowy USA w towarach z danym krajem i podzielili go przez całkowitą wartość towarów importowanych z tego kraju. Następnie podzielili ten procent na pół i voilà – oto »wzajemna« stawka taryfowa USA. Możemy potwierdzić, że to pasuje do liczb dla pierwszych 24 krajów na liście” – wskazywał „Financial Times”.

– Konkretna „wzajemna” stawka taryfowa wynosiła mniej więcej połowę obecnego braku równowagi handlowej, ponieważ „prezydent jest łagodny i chce być dobry dla świata” – powiedział dziennikowi „New York Post” anonimowy współpracownik Trumpa. HK

Przez globalne rynki przetaczała się w czwartek fala wstrząsowa będąca reakcją na ogłoszony przez prezydenta USA Donalda Trumpa mechanizm tzw. ceł wzajemnych. Sesja na Wall Street zaczęła się od ostrych spadków. Dow Jones Industrial tracił 2,7 proc., S&P 500 spadał o 3,1 proc., a Nasdaq Composite zniżkował o 4,2 proc. Wyprzedawano przede wszystkim akcje sieci sklepów oraz koncernów, które dotąd mocno korzystały z globalizacji. Papiery Apple zniżkowały o 8 proc., Tesli o 4 proc., Nike o 12 proc., a sieci Dollar Tree o 11 proc. W tym czasie trwała wyprzedaż w Europie. Niemiecki DAX spadał o 2,4 proc., francuski CAC 40 zniżkował o 3,2 proc., a polski WIG20 tracił 3,7 proc. Spadkami zakończyła się wcześniej sesja w Azji. Japoński Nikkei 225 stracił 2,8 proc., Hang Seng (główny indeks giełdy w Hongkongu) spadł o 1,5 proc., ale koreański KOSPI zakończył dzień tylko 0,8 proc. na minusie, indyjski Sensex stracił 0,4 proc., a chiński Shanghai Composite spadł o 0,2 proc. Dolar tracił wobec głównych walut świata i złotego. Po południu za 1 euro płacono 1,106 USD, a za 1 dolara 3,79 zł. Rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich zeszła do 4,05 proc. Cena złota ustanowiła rekord na poziomie prawie 3160 USD, by później spaść w okolice 3100 USD. Notowania bitcoina spadały po południu o około 2 proc., ale były w okolicach 83 tys. USD. Ropa gatunku WTI taniała natomiast o blisko 6 proc., a jej cena spadła poniżej 68 USD za baryłkę.

Pozostało jeszcze 83% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Giełda
WIG20 w dwa dni stracił ponad 10 proc.
Giełda
Nasdaq Composite wszedł oficjalnie w bessę
Giełda
Na GPW znów zaczyna pachnieć paniką
Giełda
Znów czerwono na rynkach, ale bez paniki. Jeszcze
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Giełda
Największa przecena na Wall Street od czerwca 2020 roku