Zachodnie media obszernie pisały o tym, jak rząd Tadeusza Mazowieckiego planuje rozwiązać te problemy. Rzadko te plany recenzowały, tłumacząc, że przemiany w Polsce mają bezprecedensowy charakter. „Tak jak Polska wytyczała krajom Europy Środkowo-Wschodniej drogę do demokracji, tak teraz prowadzi je do porzucenia gospodarki komunistycznej na rzecz kapitalizmu" – pisał „New York Times" w Sylwestra 1989 r. Jak wskazywała gazeta, pośpiech władz w przygotowaniu i wdrożeniu planu reform wynikał nie tylko z chęci jak najszybszego zerwania z komunizmem, ale także z fatalnego stanu gospodarki. Pakiet dziesięciu reform, które wchodziły w życie z początkiem 1990 r., zachodnie media powszechnie określały mianem „terapii szokowej". Wskazywały, że program jest ambitny, ale ryzykowny.
„Polska została przekształcona w ekonomiczne laboratorium. Reformy, które normalnie byłyby realizowane przez dekadę lub dłużej, mają zostać przeprowadzone w destrukcyjnym tempie kilku miesięcy" – pisał publicysta brytyjskiego dziennika „The Guardian". „Wielka Brytania, zasobna w ropę naftową, potrzebowała kilku lat, aby pozbyć się deficytu budżetowego, Polska chce to zrobić w rok. Wielkiej Brytanii trzeba było dekady taczeryzmu, żeby zbić inflację z 10,3 proc. rocznie do 7,7 proc., Polacy chcą w ciągu kilku miesięcy obniżyć ją z 1000 proc. miesięcznie do kilku procent" – podkreślał dziennik skalę wyzwań.
Zagraniczna prasa niepokoiła się o społeczne koszty reform. Wspomniany „NYT" zauważył, że w powojennej Polsce nie było dekady bez fali protestów na tle ekonomicznym. Plan Balcerowicza miał wywołać bezprecedensowe – choć w intencji autorów chwilowe – pogorszenie sytuacji materialnej Polaków. Zachodni dziennikarze podkreślali, że ekipa Mazowieckiego nie kryła przed obywatelami trudności, z jakimi będą musieli się liczyć. Zauważali, że Polacy w większości się na to godzą. „Nawet jeśli nie podoba im się obecna sytuacja, przeszłość podobała im się jeszcze mniej" – wskazywał pod koniec stycznia 1990 r. „Guardian".
W tym samym czasie niemiecki „Der Spiegel" ze zdumieniem zauważał, że kurs złotego pozostaje stabilny. Trzy miesiące później zastanawiał się, czy można już mówić o polskim cudzie gospodarczym. Choć zwracał uwagę na trudną sytuację rolników i masowe zwolnienia w przemyśle, podkreślał, że sklepowe półki zapełniły się towarami, a Warszawa przemieniła się w jeden wielki bazar. Pod koniec 1990 r. „Washington Post" pisał już, że Polacy przetrwali „rok życia na krawędzi".