W obronie mercedesów

Niemcy apelują o zmianę proekologicznych przepisów. Nie chcą rezygnować ze swoich luksusowych i paliwożernych samochodów

Publikacja: 25.04.2008 03:07

W obronie mercedesów

Foto: Rzeczpospolita

Ekologiczny zapał Brukseli, która zaproponowała ograniczenie emisji CO

2

o 20 procent do 2020 roku, był od początku popierany przez Berlin. Jednak do czasu, gdy Komisja Europejska wyszła z pomysłem zakazania produkcji samochodów spalających zbyt dużo paliwa. Projekt dyrektywy samochodowej, która miałaby nakładać na koncerny motoryzacyjne obowiązek produkowania samochodów emitujących nie więcej niż 120 gramów CO2 na kilometr, spotkał się silnym oporem niemieckiego lobby samochodowego. To właśnie w tym kraju produkuje się przede wszystkim samochody duże oraz luksusowe i ekologiczne wymogi byłyby dla Niemców bardzo bolesne. Limit 120 g/km oznacza bowiem średnie zużycie paliwa na poziomie 5 litrów benzyny lub 4,5 litra oleju napędowego na 100 km.

– Jesteśmy zaniepokojeni propozycjami komisji. Grożą one nadmiarem przepisów: zbyt wiele jest wymagań, które mają prowadzić do tego samego celu – mówią niemieckie źródła rządowe. Berlin zgadza się na cele ogólne, ale próby Brukseli wyznaczania limitów dla poszczególnych sektorów uważa za mieszanie się w wewnętrzne sprawy.

Już dawno Niemcy tak zdecydowanie nie potępiali Komisji Europejskiej. – Chcemy wyliczeń: jaki będzie efekt ekologiczny takich restrykcji dla dużych samochodów? Naszym zdaniem minimalny – mówi Matthias von Randow, wiceminister transportu. I przekonuje, że to właśnie luksusowe samochody przodują w wynalazkach technologicznych. Na przykład system nawigacji satelitarnej GPS został najpierw zainstalowany w drogich autach, bo w tanich się to nie opłacało. Podobnie dzieje się z nowinkami w dziedzinie bezpieczeństwa.

Opór samych Niemiec nie wystarczy do zablokowania ekologicznej propozycji. Już wcześniej niemieckie lobby przegrało w Komisji Europejskiej, mimo poparcia komisarza Güntera Verheugena, a nawet przychylności samego przewodniczącego Jose Barroso, który prywatnie jeździ bardzo paliwożernym terenowym volkswagenem touareg. Teraz w Radzie UE Berlin musi znaleźć potężnych sprzymierzeńców. A inne kraje, jak Francja czy Włochy, są zainteresowane dyrektywą samochodową, bo produkują mniejsze auta.

– Jesteśmy w stałym kontakcie z Francją. Mam nadzieję, że uda nam się wypracować wspólne stanowisko – mówi Matthias Machning, niemiecki wiceminister ochrony środowiska. Według niego kompromisowym rozwiązaniem mogłaby być dyrektywa, która przewidywałaby trzy limity: dla małych, średnich i dużych samochodów. – Nie można wszystkich traktować tak samo – przekonuje Machning.

Sojusz z Paryżem jest dla Berlina wygodny jeszcze z jednego powodu. Już od 1 lipca Francja przejmuje na pół roku kierowanie Unią Europejską. I to ona będzie decydowała, jakie propozycje znajdą się w porządku obrad unijnych rad ministrów.

Anna Słojewska z Berlina

Ekonomia
Oszczędna jazda – techniki, o których warto pamiętać na co dzień
Ekonomia
Złoty wiek dla ambitnych kobiet
Ekonomia
Rekordowy Kongres na przełomowe czasy
Ekonomia
Targi w Kielcach pokazały potęgę sektora rolnego
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Ekonomia
Gminy przechodzą na OZE – nie zostań w tyle!