Minister rolnictwa Marek Sawicki liczy na większe otwarcie rosyjskiego rynku dla naszych produktów żywnościowych. Sześć tygodni temu Moskwa zniosła zakaz importu polskiego mięsa, ale skorzystało na tym tylko pięć zakładów, które po drobiazgowej kontroli uzyskały rosyjski certyfikat bezpieczeństwa żywności.
Szef resortu rolnictwa Federacji Rosyjskiej Aleksiej Gordiejew obiecał jednak, że kontrole nie będą już potrzebne, by polskie firmy spożywcze otrzymały dostęp do rynku. – Strona rosyjska chce nas traktować w sposób uprzywilejowany i zamierza odstąpić od kontroli. Będzie też uznawała świadectwa weterynaryjne wystawione przez naszą inspekcję – mówi „Rz” Marek Sawicki. Minister spodziewa się, że porozumienie w tej sprawie zostanie osiągnięte podczas wizyty premiera Donalda Tuska w Moskwie 8 lutego.
Zdaniem ambasadora Federacji Rosyjskiej Władimira Grinina są realne przesłanki, by stosunki handlowe między Polską a Rosją się poprawiły. W czasie wczorajszego wystąpienia w Krajowej Izbie Gospodarczej podkreślił, że Rosja zrobi wszystko, „by ta nowa szansa nie została zmarnowana”.
Gdyby rzeczywiście doszło do nowej umowy, liczba polskich przedsiębiorstw wysyłających żywność do Rosji wzrosłaby ok. pięciokrotnie. Skorzystałyby na tym nie tylko producenci mięsa, ale także mleka, przetworów rybnych, pasz czy odżywek. – Sami sprawdzalibyśmy zakłady, a Rosjanie zatwierdzaliby ich listę – wyjaśnia zastępca głównego lekarza weterynarii Krzysztof Jażdżewski.
System taki obowiązuje już w starych państwach członkowskich Unii Europejskiej. We wszystkich nowych krajach, które wraz z Polską weszły do Unii, Rosjanie żądali kontroli w zakładach, zanim przyznawali im pozwolenia na eksport żywności. Podobny system w imporcie mięsa stosują np. Chiny, Korea Południowa czy Brazylia.