Spółki kolejowe potrzebują od zaraz co najmniej 2 tys. maszynistów. Według Fundacji ProKolej ten deficyt w kolejnych trzech latach będzie się powiększał o ok. 1 tys. osób rocznie. Jak wynika z szacunków Nexus Consultants, przy pesymistycznym scenariuszu maksymalny deficyt w zawodzie może już w przyszłym roku sięgnąć nawet 4 tys. osób.

Efektem będą zakłócenia w funkcjonowaniu kolei przez odwoływanie pociągów. Problemem w dalszej perspektywie może się okazać również realizacja inwestycji związanych z szybkim rozwojem transportu kolejowego. Przykładem byłby Centralny Port Komunikacyjny: jego powstanie ma być połączone z budową ok. 1,6 tys. kilometrów nowych linii kolejowych oraz uruchomienia dziesięciu tras łączących CPK z dużymi miastami. O ile w planach PKP InterCity są inwestycje taborowe warte 7 mld zł, o tyle planu pozyskania maszynistów dla nowych pociągów brakuje.
Urząd Transportu Kolejowego (UTK) podaje, że z przeszło 17 tys. maszynistów ponad połowa skończyła 50 lat. W dodatku najliczniejszą grupą są pracownicy w wieku 55–60 lat. W rezultacie najmłodszych maszynistów jest trzykrotnie mniej w stosunku do liczby maszynistów zbliżających się do emerytury.
Kolej potrzebuje maszynistów, nie tylko żeby się dalej rozwijać i przez to zwiększać konkurencyjność wobec transportu drogowego, ale też by normalnie funkcjonować już w obecnej skali. Z analiz UTK wynika, że w 2031 r. na kolei powinno pracować około 22 tys. maszynistów. Zważywszy na tempo odejść z zawodu i wzrost przewozów, koniecznością staje się zatrudnienie minimum 16,7 tys. nowych pracowników. Ale chętnych brakuje, system szkolenia jest nieefektywny, a wymogi zdrowotne znacznie surowsze niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej eliminują kandydatów.