Jędrzej Bielecki: Wojna handlowa Trumpa. Samobój Ameryki

Stany Zjednoczone przegrają wojnę handlową, jaką właśnie wypowiedział Donald Trump. Świat zbuduje nowy system współpracy gospodarczej, który zepchnie USA na margines.

Publikacja: 03.04.2025 15:00

Donald Trump

Donald Trump

Foto: PAP/EPA

Już sprawa Ukrainy powinna była skłonić prezydenta do refleksji nad ograniczonymi możliwościami Waszyngtonu. Trump zapowiedział przecież, że w ciągu doby wygasi wojnę, jednak dwa i pół miesiąca od przejęcia przez niego władzy tylko nabrała ona na sile.

Biały Dom nie jest w stanie poskromić ambicji imperialnych Putina, zdusić bohaterskiego oporu Ukraińców i co najbardziej zaskakujące – powstrzymać zjednoczonej Europy przed podjęciem niezależnej polityki wsparcia Kijowa. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Cła uwolnią falę emigracji do USA. Donald Trump strzela sobie w stopę

Teraz niemoc Ameryki wyjdzie na jaw na jeszcze większą skalę. Ogłaszając właściwie powszechne cła karne, Trump położył w środę kres globalnemu systemowi współpracy gospodarczej, który Stany Zjednoczone budowały od 80 lat. Były jego największym beneficjentem, w szczególności dzięki wyjątkowej roli dolara jako waluty rezerwowej świata.

Mimo że stopniowo rola USA w światowej gospodarce spadała z powodu pojawienia się nowych wielkich graczy na czele z Chinami, ten układ przetrwał, bo był oparty na jasno zdefiniowanych regułach, bez których biznes funkcjonować nie może. 

Zjednoczona Europa zacznie budować własny system międzynarodowej współpracy gospodarczej

Logika Trumpa przekreśliła to raz na zawsze. Prezydent zaprezentował wyliczenie rzekomych ceł ochronnych nakładanych przez inne kraje świata, który jest całkowitą fantazją. Uwzględnił w nim rzekome manipulacje kursowe, opłaty czy nawet unijny podatek VAT, który z niewiadomych przyczyn miałby w szczególny sposób szkodzić amerykańskim biznesmenom.

W jaki sposób przedsiębiorcy mają planować wieloletnie strategie rozwoju, jeśli reguły, które decydują o opłacalności ich biznesu, są wprowadzane w taki sposób? Tym bardziej, że jak zapowiedział sam Trump, i te stawki mogą w każdej chwili zostać zmienione zależnie od tego, czy obce rządy podporządkują się dyktatowi Waszyngtonu, czy też tego nie zrobią. 

Od Brukseli po Pekin, od Tokio po Seul można usłyszeć zapowiedzi wprowadzenia lustrzanych ceł karnych na amerykański import. Pojawia się więc widmo niekontrolowanej, globalnej wojny handlowej. Rozerwie ona bardzo przecież ścisłe powiązania globalnej gospodarki, prowadząc świat do recesji. Jej skutki rozleją się jednak poza sam biznes i to zaczynając od samej Ameryki.

Trump jest głęboko przekonany, że dzięki radykalnemu protekcjonizmowi doprowadzi do powrotu do ponownej industrializacji kraju. „Cła to piękne słowo” – mówi, bo wierzy, że dzięki nim da ponownie pracę i godność swoim przeważnie białym i gorzej wykształconym wyborcom, którym grozi dalsza pauperyzacja. 

Jednak ekonomiści są właściwie zgodni, że scenariusz będzie inny. To amerykańscy konsumenci, a nie zagraniczni przedsiębiorcy, wezmą na siebie koszty nowych ceł. Obce produkty będą droższe, bo nie da się dla nich znaleźć łatwych amerykańskich substytutów. Wypełniony chińskimi towarami Walmart jest tego symbolem: amerykańska biedota będzie nadal robiła tam zakupy, bo nigdzie indziej pójść nie może. Tylko wyda na to samo więcej. Z konieczności kupi więc i mniej, co podetnie wzrost gospodarczy kraju. Tym bardziej że wyższa inflacja będzie też oznaczała wyższe koszty kredytów. Załamanie amerykańskich giełd już pokazuje, w jakim kierunku to idzie. Zawód wyborców Trumpa spowoduje, że prezydent jeszcze umocni się w swoim radykalizmie. Na porozumienia z Białym Domem Unii Europejskiej, Chin czy Japonii nie ma więc co liczyć. 

Czytaj więcej

Donald Trump ogłosił cła odwetowe. Marek Belka: To człowiek o zaburzonej osobowości

Ale jest też możliwy bardziej budujący scenariusz. To poszukiwanie alternatywnego systemu wymiany handlowej dla tego, który właśnie dobija Ameryka. Jedną ze ścieżek próbuje wydeptać Unia Europejska. Z nowym wigorem zaczęła negocjować dwustronne porozumienia o liberalizacji wymiany towarów i usług.

Jednym z przykładów jest ustalone właśnie porozumienie między Brukselą i Seulem o wymianie usług cyfrowych. Innym – odblokowanie po dwóch dekadach rozmów porozumienia o wolnym handlu między Zjednoczoną Europą a Mercosurem: Brazylią, Argentyną, Paragwajem, Urugwajem i Boliwią. Przełomem może jednak być inne porozumienie: między Unią i Chinami. Byłoby ono możliwe pod warunkiem, że Pekin zrezygnowałby z permanentnego łamania reguł Światowej Organizacji Handlu (WTO), gdy idzie o prawa intelektualne, subwencje państwowe dla przedsiębiorstw czy normy socjalne i ekologiczne pracy. Nie da się wykluczyć, że postawiony pod ścianą przez politykę Trumpa Xi Jinping poszedłby na taki układ.

Wówczas model światowej współpracy gospodarczej zbudowany wokół Unii obejmowałby niepomiernie większą część globalnej gospodarki niż ta, która dziś przynależy do USA. Inaczej mówiąc, Ameryka po raz pierwszy od drugiej wojny światowej znalazłaby się w defensywie i być może musiałaby się dostosować do reguł określanych przez innych.

Najmocniej nowe cła może odczuć Meksyk. Upadek jego gospodarki mocno odczuje Ameryka

Jest to tym bardziej prawdopodobne, że poza Unią pojawiły się inne inicjatywy ratowania międzynarodowej współpracy gospodarczej. Jedną z nich jest Partnerstwo Transpacyficzne (CPTPP), projekt paradoksalnie wylansowany przez USA, ale z którego za sprawą Trumpa Waszyngton się wycofał.

Dziś łączy on jednak kraje, które przejmują aż 22 proc. światowego importu, od Australii po Kanadę i Japonię. Jeśli przyłączyłaby się do niego Unia ze swoimi 12 proc. importu, powstałaby prawdziwa potęga i to bez nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale i Chin. 

Czytaj więcej

Meksyk może być pierwszą ofiarą Trumpa

Na krótką metę to jednak w relacjach z Meksykiem w największym stopniu decyduje się los Ameryki. Mowa o największym partnerze handlowym Stanów, który wysyła do sąsiada z północy aż 85 proc swojego eksportu. Jeśli to przestanie być możliwe, meksykańska gospodarka zostanie rzucona na kolana, a zdesperowani Meksykanie znów zaczną masowo stawiać na nielegalną migrację do USA. Wtedy może się okazać, że i tego Trump kontrolować nie zdoła. A jego największa obietnica wyborcza zostanie złamana. 

Już sprawa Ukrainy powinna była skłonić prezydenta do refleksji nad ograniczonymi możliwościami Waszyngtonu. Trump zapowiedział przecież, że w ciągu doby wygasi wojnę, jednak dwa i pół miesiąca od przejęcia przez niego władzy tylko nabrała ona na sile.

Biały Dom nie jest w stanie poskromić ambicji imperialnych Putina, zdusić bohaterskiego oporu Ukraińców i co najbardziej zaskakujące – powstrzymać zjednoczonej Europy przed podjęciem niezależnej polityki wsparcia Kijowa. 

Pozostało jeszcze 93% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Prima aprilis, czyli dzień kłamstwa. A gdyby tak zorganizować dzień prawdy?
Materiał Partnera
Warunki rozwoju OZE w samorządach i korzyści z tego płynące
Opinie polityczno - społeczne
Marek A. Cichocki: Amerykańska fantazja według Trumpa – niebezpieczna i okrutna
analizy
Mentzen odpala protokół Korwina. Już raz pogrążył Konfederację
Opinie polityczno - społeczne
Joanna Ćwiek-Świdecka: Sławomir Mentzen chce płatnych studiów. Ile naprawdę kosztuje edukacja w Polsce?
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Opinie polityczno - społeczne
Jędrzej Bielecki: Cła uwolnią falę emigracji do USA. Donald Trump strzela sobie w stopę