Jeśli Joe Biden wahał się z przyjazdem do ukraińskiej stolicy, to nie tylko z powodów bezpieczeństwa. Ważniejsze było, jak ten gest odczyta świat. Czy uzna, że od tej pory Ameryka staje się bezpośrednią stroną konfliktu z Rosją? I czy taka konfrontacja dwóch potęg jądrowych musi w sposób nieunikniony prowadzić do wojny światowej?
Planowane na wtorkowe popołudnie przemówienie amerykańskiego prezydenta na Zamku Królewskim w Warszawie do poniedziałku postrzegano jako moment, w którym Ameryka ujawni swoją strategię na przyszłość. Jednak po wizycie Bidena w Kijowie symboliczny wymiar polskiego etapu podróży amerykańskiego prezydenta schodzi na drugi plan. Teraz chodzi raczej o pokazanie, jaka powinna być interpretacja gestu amerykańskiego przywódcy w Kijowie.
Czytaj więcej
Podczas swojego pobytu w Warszawie prezydent Biden ma się spotkać z Rafałem Trzaskowskim - inform...
Gwarancje bezpieczeństwa
Joe Biden, prezydent o najdłuższym i najgłębszym doświadczeniu międzynarodowym wśród współczesnych amerykańskich przywódców, doskonale sobie zdaje sprawę, jak potencjalnie niebezpieczna byłaby nadinterpretacja znaczenia jego inicjatywy. Być może dlatego – przynajmniej na razie – nie zdecydował się na podjęcie dalszych, konkretnych kroków we wsparciu Ukrainy. I raczej nie ogłosi ich także w Warszawie. Zapewne będzie chciał z tym poczekać do przemówienia Władimira Putina we wtorek oraz oceny, jak rozwija się długo oczekiwana, rosyjska ofensywa w Ukrainie.
Najbardziej wymierne oczekiwania władz w Kijowie dotyczą przekazania przez Amerykanów myśliwców F-16. Ale na razie Biały Dom odpowiedział negatywnie. I szansa, że w Warszawie zostanie ogłoszona inna decyzja, jest niewielka. W poniedziałek prezydent zapowiedział już bowiem kolejny, wart 500 mln dol. pakiet wsparcia wojskowego i raczej nie ponowi tego we wtorek. W poniedziałkowych obietnicach nie znalazło się zaś uzbrojenie, które pozwalałoby Ukraińcom dosięgnąć terenów, które są dla Putina najważniejsze: Krymu. Ukraińcy nie otrzymają więc, przynajmniej w najbliższym czasie, ani F-16, ani systemów rakietowych dalekiego zasięgu.