Czy Państwo wiedzą, co aktualnie znajduje się w ustawie podatkowej Polskiego Ładu, którą kilka dni temu przegłosował Sejm i która teraz czeka na obróbkę w Senacie? Postawię tezę, która wcale nie jest śmiała, a po prostu oczywista: tego nie wie chyba nikt, włącznie z samymi twórcami tego legislacyjnego dzieła, liczącego sobie 276 stron samych przepisów (nie licząc uzasadnienia, bo z uzasadnieniem było to grubo ponad 600 stron). Przypomnijmy, że na zapoznanie się z projektem gruntownej, najgłębszej od wielu lat reformy systemu podatkowego posłowie mieli dobę.
Sytuacja z Polskim Ładem wygląda jak podręcznikowy przykład porażki komunikacyjnej – o stronie merytorycznej nie mówiąc. Projekt strategiczny z natury, który miał PiS ciągnąć do kolejnych wyborów, okazał się mniej ważny niż doraźne zasilanie sondażowe wynikające z problemów na granicy z Białorusią. W założeniach pakietu znalazło się mnóstwo rozwiązań szkodliwych dla różnych grup, które zaczęły protestować. W wyniku tych protestów nawet elektorat PiS zaczął wątpić, że Polski Ład coś mu da – szczególnie że jego część znalazła się niebezpiecznie blisko granicy bogactwa, o której opowiadali premier Mateusz Morawiecki czy wiceminister Piotr Patkowski. Zarazem pod naciskiem z części szczególnie niekorzystnych rozwiązań PiS zaczął się wycofywać – zresztą w dużej mierze pozornie, bo proponując tylko opóźnienie wejścia w życie najgorszych pomysłów – ale w panującym chaosie nikt już nie wie, z których i w jaki sposób.
Czytaj więcej
Latający cyrk Monty Pythona doczekał się godnych następców. Do miana tego pretenduje resort finansów z kolejnymi swoimi pomysłami. Problem w tym, że niestety mogą one być wdrożone w życie.
Wydawałoby się, że w tych okolicznościach władza powinna się cofnąć, wyjaśnić od nowa, co właściwie proponuje, poddać projekt zmian w podatkach gruntownej debacie, potem dać posłom rozsądny czas na zapoznanie się z nim. Zamiast tego rządzący siłą jakiejś bezrozumnej inercji wrzucili jedną z głównych ustaw pakietu do Sejmu i przepchnęli ją 235 głosami przy 457 głosujących i 217 głosach przeciw.
Przypomniało mi to poczynania III Rzeszy z czasów II wojny światowej. Niemieccy naukowcy i konstruktorzy mieli wówczas mnóstwo ciekawych technicznie pomysłów i rozpoczynano wiele projektów, na które wydawano gigantyczne pieniądze. Podczas gdy Amerykanie i Sowieci tłukli masowo proste, prymitywne, ale skuteczne maszyny wojenne, takie jak T-34 czy Sherman, Niemcy siłą rozpędu opracowywali przekombinowane, kosztowne, trudne w produkcji konstrukcje, takie jak gigantyczny czołg Panzerkampfwagen VIII Maus, ważący niemal 200 ton i wyprodukowany jedynie w dwóch prototypach. Bo skoro już zaczęli coś robić, to przecież głupio byłoby przerwać, a poza tym potrzebna była wyczekiwana Wunderwaffe.