Oczywiście nie ma przypadku w tym, że polscy politycy właśnie teraz postanowili postawić na twardą realpolitik w stosunku do Ukrainy i Ukraińców. Kolejne badania pokazują, że po trzech latach wojny entuzjazm Polaków wobec wschodnich sąsiadów osłabł. Po 24 lutego 2022 roku przyjmowaliśmy Ukraińców w swoich domach i jechaliśmy na granicę pomagać uciekającym przed wojną. Dziś z opisywanych przez „Rzeczpospolitą” badań przeprowadzonych na zamówienie Laboratorium Badań Wojny w Ukrainie przy Instytucie Dziennikarstwa i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie wynika, że 50 proc. z nas ocenia, iż Ukraińcy mają negatywny wpływ na funkcjonowanie państwa. Polacy, tak jak inne narody Europy, są zmęczeni nie tyle wojną, bo w tej przecież nie uczestniczymy, co jej skutkami – inflacją, rosnącymi rachunkami za prąd i ogólnym niepokojem związanym z niestabilną sytuacją międzynarodową. Chcielibyśmy cofnąć czas do 2019 roku, przed pandemią i wojną, i na powrót cieszyć się czasami, gdy można było wierzyć w koniec historii.
Parafrazując ulubionego poetę posła Edwarda Siarki: „są między nami rachunki krzywd”, ale na razie każdy polski polityk powinien robić wszystko, by „nie przekreśliła ich obca dłoń”
Polska i Ukraina, jak Kargul i Pawlak: Miłość rzadko, częściej tłuczenie garnków
Ukraińcy pod wieloma względami nie pomagają nam w łagodzeniu tego napięcia. Oczywiście w pierwszej kolejności chodzi o sprawę ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej i odcięcie się Kijowa od Stepana Bandery, OUN i UPA. Na to wciąż, mimo zbieżnych współczesnych interesów Ukrainy i Polski, które powinny być dla walczącej o przetrwanie Ukrainy ważniejsze niż kult nacjonalistów sprzed niemal wieku, gotowe nie jest ani kierownictwo ukraińskiego państwa, ani ukraińskie społeczeństwo. To frustruje, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie wysłane nad Dniepr polskie czołgi, myśliwce i haubice. Frustruje Zełenski, który domaga się od Polski reszty myśliwców MiG-29 w tonie żądania, a nie prośby. Frustruje ukraińskie zboże, które w pewnym momencie zaczęło zapełniać polskie silosy. Relacje polsko-ukraińskie są skomplikowane i pewnie zawsze będą, bo z sąsiadami na mapie jest jak z Kargulem i Pawlakiem: czasem jest miłość, ale częściej tłuczemy sobie garnki i niszczymy schnące koszule.
Czytaj więcej
„Ukraińcy grożąc śmiercią polskiemu posłowi po raz kolejny pokazują swój stosunek do Polski” - pi...
Czy warto grać o punkty antyukraińskimi nastrojami, gdy ważą się losy Ukrainy?
Ale w sytuacji, w której Ukraina znalazła się w momencie krytycznym, gdy ważą się losy niepodległości państwa, które, jeśli wpadnie w ręce Moskwy, uczyni z Rzeczypospolitej oblężony przez Rosję bastion zachodniej cywilizacji, podążanie za sondażami, które pokazują, że na ukrainosceptycyzmie można ugrać kilka punktów przed wyborami prezydenckimi, jest nieodpowiedzialne. Nie chodzi już nawet o ponad milion Ukraińców w Polsce, których potrzebuje nasza gospodarka i którzy integrują się z polskim społeczeństwem znacznie łatwiej niż przybysze z dalszych części świata. Chodzi o grę o losy Ukrainy, w której niedobrze jest dawać argumenty naszym wspólnym wrogom. A ci antyukraińską nutę u polskich polityków chętnie podchwycą. Za chwilę pójdzie w świat moskiewski przekaz, że nawet rusofobiczni Polacy poznali się na Ukraińcach, a więc może nie warto umierać za Kijów. Już dziś na Zachodzie wielu nie chce. Czy chcemy dawać im kolejne argumenty?