– Zawsze lubiłam się bić – mówi Karolina Michalczuk, pierwsza i na razie jedyna polska mistrzyni świata w amatorskim boksie. Kiedy rok temu w chińskim Ningbo odbierała złoty medal za zwycięstwo w kategorii koguciej (54 kg), myślała po cichu o olimpijskim starcie. Wierzyła, że warto czekać, nie podpisała zawodowego kontraktu, choć szanse, że boks kobiet znajdzie się w programie najbliższych igrzysk w Londynie, były niewielkie. Ale marzenia czasami się spełniają. Niedawno Międzynarowy Komitet Olimpijski zdecydował, że panie będą już za trzy lata bić się o olimpijskie medale w trzech kategoriach: 51, 60 i 75 kg. To oznacza, że Polka musi zacząć zbijać zbędne kilogramy, by się tam znaleźć.
– Nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką. Kiedy wracaliśmy ze szkoły, często biłam się z chłopakami na pięści. I najczęściej to ja byłam górą – wspominała Michalczuk. Na dyskotekach sama wymierzała sprawiedliwość, jeśli ktoś zachował się wobec niej niestosownie. – Tam, gdzie mieszkałam, we wsi Brzezice na Lubelszczyźnie i w okolicy, każdy starał się unikać konfliktów ze mną – opowiadała Karolina.
– Teraz potrafi myśleć w ringu, wie, że boks ma niewiele wspólnego ze zwykłą bójką, ale na początku chciała tylko jak najszybciej oddać – wspomina jej pierwszy klubowy trener Władysław Maciejewski.
Boks kobiet ma w ruchu olimpijskim wielu przeciwników, ale coraz trudniej im było wstrzymywać wpisanie go do programu igrzysk, gdy padły już niemal wszystkie bariery dla kobiet w sporcie. Przestały dziwić zapaśniczki, bobsleistki, sztangistki. Na początku ubiegłego stulecia legendarny polski zapaśnik Władysław Pytlasiński, siłacz jakich mało, podrzucał sztangę ważącą 112 kg. Chinka Gonghong Tang, walcząc o złoty medal igrzysk olimpijskich w Atenach w 2004 r., podniosła 182 kg. Starzy mistrzowie przecierali oczy.
Prawie ćwierć wieku temu Jurij Własow, mistrz olimpijski z Rzymu w podnoszeniu ciężarów, wielki mistrz i literat, grzmiał na łamach „L’Equipe”: „Nasz sport wszedł na drogę do zguby. Kiedyś wszystko było budowane na odwadze, cierpliwości i przyjaźni. Byliśmy czyści. Teraz chemią zastąpiono cierpliwość i uczucia. To wojna, w której cel uświęca środki. Podnoszenie ciężarów stało się jarmarkiem. Rekordy świata bite są bez przerwy, ale za jaką cenę. To zbrodnia!”.