Waleczne serca, słaba płeć

Dźwigają sztangę, biją się w ringu, przewracają na macie i tatami. Lubią niebezpieczeństwo. Właśnie wywalczyły dla boksu kobiet miejsce w igrzyskach olimpijskich

Publikacja: 21.08.2009 01:14

Agnieszka Wieszczek to pierwsza polska medalistka igrzysk w zapasach

Agnieszka Wieszczek to pierwsza polska medalistka igrzysk w zapasach

Foto: PAP/EPA

– Zawsze lubiłam się bić – mówi Karolina Michalczuk, pierwsza i na razie jedyna polska mistrzyni świata w amatorskim boksie. Kiedy rok temu w chińskim Ningbo odbierała złoty medal za zwycięstwo w kategorii koguciej (54 kg), myślała po cichu o olimpijskim starcie. Wierzyła, że warto czekać, nie podpisała zawodowego kontraktu, choć szanse, że boks kobiet znajdzie się w programie najbliższych igrzysk w Londynie, były niewielkie. Ale marzenia czasami się spełniają. Niedawno Międzynarowy Komitet Olimpijski zdecydował, że panie będą już za trzy lata bić się o olimpijskie medale w trzech kategoriach: 51, 60 i 75 kg. To oznacza, że Polka musi zacząć zbijać zbędne kilogramy, by się tam znaleźć.

– Nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką. Kiedy wracaliśmy ze szkoły, często biłam się z chłopakami na pięści. I najczęściej to ja byłam górą – wspominała Michalczuk. Na dyskotekach sama wymierzała sprawiedliwość, jeśli ktoś zachował się wobec niej niestosownie. – Tam, gdzie mieszkałam, we wsi Brzezice na Lubelszczyźnie i w okolicy, każdy starał się unikać konfliktów ze mną – opowiadała Karolina.

– Teraz potrafi myśleć w ringu, wie, że boks ma niewiele wspólnego ze zwykłą bójką, ale na początku chciała tylko jak najszybciej oddać – wspomina jej pierwszy klubowy trener Władysław Maciejewski.

Boks kobiet ma w ruchu olimpijskim wielu przeciwników, ale coraz trudniej im było wstrzymywać wpisanie go do programu igrzysk, gdy padły już niemal wszystkie bariery dla kobiet w sporcie. Przestały dziwić zapaśniczki, bobsleistki, sztangistki. Na początku ubiegłego stulecia legendarny polski zapaśnik Władysław Pytlasiński, siłacz jakich mało, podrzucał sztangę ważącą 112 kg. Chinka Gonghong Tang, walcząc o złoty medal igrzysk olimpijskich w Atenach w 2004 r., podniosła 182 kg. Starzy mistrzowie przecierali oczy.

Prawie ćwierć wieku temu Jurij Własow, mistrz olimpijski z Rzymu w podnoszeniu ciężarów, wielki mistrz i literat, grzmiał na łamach „L’Equipe”: „Nasz sport wszedł na drogę do zguby. Kiedyś wszystko było budowane na odwadze, cierpliwości i przyjaźni. Byliśmy czyści. Teraz chemią zastąpiono cierpliwość i uczucia. To wojna, w której cel uświęca środki. Podnoszenie ciężarów stało się jarmarkiem. Rekordy świata bite są bez przerwy, ale za jaką cenę. To zbrodnia!”.

Minęły lata, padają kolejne granice ludzkich możliwości, kolejni siłacze łapani są regularnie na dopingu. Panie też dźwigają z roku na rok więcej. Zygmunt Smalcerz, ostatni polski mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów (Monachium 1972), przegrałby dziś z kobietą. A Niemiec Adolf Rein, rekordzista świata z 1924 roku (62,5 kg), zostałby w takiej rywalizacji zwyczajnie upokorzony. Juniorki dźwigają kilkadziesiąt kilogramów więcej niż on. I tak jest w każdej kategorii.

Sztangistki dopuszczono do walki o olimpijskie medale dopiero w 2000 roku, choć mężczyźni startowali od początku nowożytnych igrzysk, od 1896 roku. Sydney, gospodarz igrzysk 2000 r., przyjęło najsilniejsze kobiety świata bardzo ciepło. Przed rozpoczęciem zawodów wiele miejsca poświęcono

18-letniej Agacie Wróbel, potężnej góralce z Jeleśni, która była faworytką najcięższej kategorii. Liczono, że właśnie ona pokona w Sydney niezwyciężone Chinki. Polka pobiła kilka rekordów świata, walczyła z ułańską fantazją, ale nie dala rady. Dźwigająca jak automat Ding Meiyuan była nieco silniejsza, i to ona odebrała złoty medal. Dziewięć lat po tamtym sukcesie Wróbel jest na rozdrożu. Dziewczyna, która chciała być kucharką, a została mistrzynią w podnoszeniu ciężarów, nie wie, co robić dalej. Wyjechała do Anglii, zerwała ze sztangą, ale wróciła i postanowiła raz jeszcze chwycić za gryf. Ma jednak problemy ze zdrowiem i świadomość, że świat uciekł jej daleko.

[srodtytul]Za rękę i głowę[/srodtytul]

WAtenach w 2004 r. na zapaśniczą matę igrzysk po raz pierwszy wyszły kobiety, ale ich start przeszedł w Polsce bez echa. Głośniej było dopiero podczas ostatnich igrzysk w Pekinie, gdy na podium stanęła 25-letnia dziewczyna z Wałbrzycha, Agnieszka Wieszczek. W walce o brązowy medal dzięki akcji „ręka – głowa”, jak sama ją nazwała, rzuciła na matę Hiszpankę Uridę Maider. – Najpierw łapie się rękę, później głowę, a na końcu się kręci – tłumaczyła ze swadą dziennikarzom. O zapasach mówi, że to nie taniec towarzyski, tylko trochę brutalny sport, w którym dziewczyny najczęściej ciągną się za włosy. Zapaśniczki to rogate dusze. Wieszczek słynie z tego, że nigdy się nie poddaje. Zdobyty niespodziewanie olimpijski medal oddała na licytację, by umożliwić operację serca w monachijskiej klinice młodemu, potrzebującemu pomocy chłopcu.

Najwcześniej na igrzyskach pojawiły się judoczki. W Seulu (1988) żeńskie judo było dyscypliną pokazową, ale już cztery lata później w Barcelonie panie walczyły o medale. Na olimpijski debiut najdłużej czekają kobiety trenujące boks, choć już w 1904 roku toczyły pokazowe walki w igrzyskach St. Louis, a ich poprzedniczki pierwszy odnotowany pojedynek na gołe pięści stoczyły w 1728 roku w Anglii. W 1795 roku panie biły się w Londynie godzinę i dwadzieścia minut, padając na deski 30 razy!

Prawie 200 lat później, na fali światowego sukcesu „Wejścia smoka” z Bruce’em Lee, młode dziewczyny ruszyły masowo do sportowych sal, by trenować wschodnie sztuki walki. Iwona Guzowska i Agnieszka Rylik, pierwsze polskie zawodowe mistrzynie kick-boxingu i boksu, są najlepszym przykładem. Wygrywały największe imprezy, podbijając świat nie tylko mocnym ciosem, ale i urodą. – Nigdy nie dawałam sobie w kaszę dmuchać. Przekonało się o tym boleśnie kilku chłopców w podstawówce – opowiadała Guzowska, dziś posłanka na Sejm, po zdobyciu złotego medalu mistrzostw świata w Atlantic City w 1993 roku. Miała wtedy 19 lat, dwuletniego syna, kilka namalowanych obrazów za sobą i pewność, że świat stoi przed nią otworem. – W walce jest coś ekscytującego, coś, co mnie nakręca. Według chińskiego kalendarza urodziłam się pod znakiem tygrysa i chyba jestem takim tygrysem w spódnicy – mówiła, ściskając w ręku złoty medal. Dziś widok dziewczyny, która walczy w ringu, już nie dziwi, ale na początku lat 90. w Polsce to był obyczajowy szok.

[srodtytul]Gwiazdy ringu[/srodtytul]

LLaila Ali, najmłodsza córka pięściarza wszech czasów Muhammada Alego i Veroniki Porsche Anderson, prowadziła salon manicure w Kalifornii, gdy po raz pierwszy zobaczyła w telewizji walkę bokserską kobiet. Zauroczenie było tak silne, że sprzedała salon i rozpoczęła treningi. Po raz pierwszy na zawodowy ring wyszła 8 października 1999 roku, nokautując w 31 sekundzie April Fowler. Dwa lata później zmierzyła się z Jackie Frazier, prawniczką z zawodu, matką trójki dzieci. Córka legendarnego Joe Fraziera, który stoczył trzy wspaniałe pojedynki z Alim w latach 70., zrobiła to dla upamiętnienia ich pierwszej walki, wygranej w Nowym Jorku przez ojca. W starciu córek mistrzów górą była Laila, prawdziwa gwiazda amerykańskiego sportu. Urodziwa i elokwentna, z nazwiskiem wiele znaczącym dla Amerykanów, zrobiła karierę poza ringiem, goszcząc na okładach znanych magazynów – „Sports Illustrated”, „People”, „Vogue”, „Cosmopolitan”. Jest twarzą firmy Adidas, napisała książkę autobiograficzną „Reach”, nieprzetłumaczoną jeszcze na polski, wzięła udział w amerykańskiej wersji „Tańca z gwiazdami”. W boksie zawodowym zdobyła wszelkie możliwe tytuły, nie ponosząc porażki.

W Niemczech taką gwiazdą jest filigranowa Regina Hamlich. Na zawodowym ringu 54 razy wygrała i tylko raz przegrała. Ale mistrzyni świata najlżejszych kategorii największą sławę przyniosły pojedynki ze Stefanem Raabem, prowadzącym znany show TV Total. Kilkanaście milionów ludzi przed telewizorami i kilkanaście tysięcy na widowni zobaczyło, jak zdecydowanie wygrywa obie walki z cięższym o kilkadziesiąt kilogramów młodym mężczyzną i łamie mu w pierwszej potyczce nos. Dziś Hamlich, która zakończyła karierę dwa lata temu, ma swoją linię kosmetyków i gości na okładkach popularnych magazynów.

W Polsce podobną drogą poszły posłanka Guzowska i Agnieszka Rylik. Celebrytka Rylik, tak jak Laila Ali, wzięła udział w „Tańcu z gwiazdami”, obie często pokazują się w telewizji. To dzięki nim setki młodych kobiet uprawia w naszym kraju sporty walki, wierząc, że to najkrótsza droga do pieniędzy i sławy.

Dla Rylik i Guzowskiej taką drogę nakreśliła wcześniej Holenderka Lucia Rijker, najpierw niezrównana mistrzyni kick-boxingu, a później zawodowego boksu. To o niej pisano, że jest najniebezpieczniejszą kobietą na świecie. 42-letnia dziś Rijker urodziła się w Amsterdamie i tam, mając zaledwie sześć lat, zaczęła trenować judo. Była też w holenderskiej kadrze narodowej juniorek softballu i szermierki. Ale sportów walki nie porzuciła. Mając 15 lat, rozpoczęła treningi kickboxerskie, walczyła w Europie i Japonii, wygrywając wszystkie walki. Przegrała tylko raz, z mężczyzną. W październiku 1984 roku w Sporthalle Zuid w Amsterdamie stanęła do pojedynku z tajskim bokserem Samochai Jaideem, który znokautował ją w drugiej rundzie.

Jej zawodowa kariera bokserska w USA była pasmem nieustających zwycięstw, ale nigdy nie doszło do jej walki z Christy Martin, choć w puli było milion dolarów. Martin, pierwsza prawdziwa gwiazda kobiecego boksu (czteroletni kontrakt podpisał z nią sam Don King), wolała nie ryzykować. Rijker, która mieszka do dziś w Los Angeles, walczyła więc o milion tylko w filmie nagrodzonym Oscarem (2004), znanym w Polsce pod tytułem „Za wszelką cenę”. W oryginale: „Million Dollar Baby”.

W tym filmie po raz pierwszy w historii kina widzimy w ringu kobietę walczącą o mistrzostwo świata. To przełom w pokazywaniu boksu. Kobiety wprawdzie walczą od dawna, nokautują i są nokautowane, ale dotychczas w filmie mógł to robić Sylwester Stallone, który stworzył Rocky’ego, czy Robert de Niro, znakomity jako Jake La Motta w obrazie Martina Scorsese „Wściekły byk”.

Hilary Swank, główna bohaterka filmu Clinta Eastwooda, choć zaczyna przygodę z boksem późno, dostaje wreszcie życiową szansę – walkę o tytuł w Las Vegas za milion dolarów. Jej rywalką jest właśnie Rijker, która gra czarny charakter i fauluje od początku do końca, nie mogąc pogodzić się z porażką, co w konsekwencji prowadzi do tragedii.

Ta scena przypomina, jak niebezpieczne mogą być sporty walki, szczególnie boks, nawet w kobiecym, amatorskim wydaniu. A życie dopisało po tym filmie własny scenariusz. Podczas amatorskiego turnieju w Denver zmarła Amerykanka Becky Zerlentes. Dla 34-letniej nauczycielki geografii i ekonomii z Fort Collins miał to być ostatni pojedynek w karierze. Walka z dwa lata młodszą Heather Schmitz od początku nie układała się po jej myśli. W trzeciej rundzie trafiona potężnym prawym sierpowym w skroń padła na deski. Jeszcze na ringu podano jej tlen. Zmarła w szpitalu.

Zdaniem Sandy Martineza Pino, prezesa Amerykańskiej Federacji Boksu Amatorskiego, Becky Zerlentes była pierwszą pięściarką amatorką, która straciła życie w wyniku obrażeń doznanych w ringu. W USA kobiety mogą uprawiać boks amatorski od 1993 roku. Jest ich ponad 2 tysiące.

[ramka][b]KOBIETY NA IGRZYSKACH[/b]

Twórca nowożytnego olimpizmu baron Pierre de Coubertin uważał, że sport jest zajęciem dla mężczyzn i do pierwszych igrzysk, w Atenach w 1896 r., kobiet nie dopuszczono. Ale już cztery lata później w Paryżu wystartowało kilkanaście zawodniczek, a z każdą kolejną olimpiadą było ich coraz więcej. Wywalczyły sobie dostęp do dyscyplin uważanych za typowo męskie i wymogły taki podział konkurencji, by wśród uczestników igrzysk 40 procent stanowiły kobiety. Teraz padł kolejny bastion, bo boks był ostatnią z 26 letnich dyscyplin, w której na igrzyskach walczyli tylko mężczyźni. W zimowych igrzyskach są taką skoki narciarskie i to na razie się nie zmieni. [/ramka]

Ekonomia
Oszczędna jazda – techniki, o których warto pamiętać na co dzień
Materiał Promocyjny
Rośnie znaczenie magazynów energii dla systemu energetycznego i bezpieczeństwa kraju
Ekonomia
Złoty wiek dla ambitnych kobiet
Ekonomia
Rekordowy Kongres na przełomowe czasy
Ekonomia
Targi w Kielcach pokazały potęgę sektora rolnego
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Ekonomia
Gminy przechodzą na OZE – nie zostań w tyle!
Materiał Promocyjny
Jak znaleźć nieruchomość w Warszawie i czy warto inwestować?