Sytuacja jest wyjątkowa. Jedna kopalnia koncernu Uralkali dostarczająca 20 proc. wydobycia, już jest pod wodą, drugiej grozi to samo. Na miejsce - do Solikamska na Uralu poleciał główny akcjonariusz (20 proc.) - miliarder Dmitrij Mazepin. Koncern wydobywa nie tylko potas, ale i kornalit dla koncernu WSMPO-Avisma - producenta części dla Airbus, Boeing i statków kosmicznych.
- W 1995 r w miejscu, gdzie obecnie jest największe zagrożenie, nastąpił zawał techniczny. Miejsce zostało wtedy zabetonowane i nie ma do niego dostępu. Ale do kopalni dostaje się woda. Podjęliśmy decyzję o ewakuacji ludzi (120 górników). Monitorujemy sytuację. Pierwsza kopalnia w Bierieznikach została zalana w ciągu dwóch lat - mówi Mazepin gazecie Kommersant.
Trwa ratowanie drugiej kopalni. Wczoraj wypompowano z niej 5 tys. m3 wody (5 mln l). Potok wody miał się nieco zmniejszyć. Złoże jest eksploatowane od 1973 r, ale zasoby ma ogromne, oceniane na 100 mln ton. Jeżeli zostanie zalane, nie będzie do nich dostępu.
Uralkali jest notowany na giełdzie. Mazepin uspokaja, że proces zastępowania starych kopalń nowymi nie jest w branży wydobywczej niczym nadzwyczajnym. Koncern ma jeszcze w zapasie trzy złoża. Kopalnie potasu, nie przypominają jednak węglowych, bardziej miedziowe. Korytarze są ogromne, wjeżdżają do nich całe Kamazy, dlatego nie buduje się ich szybko.
A świat potrzebuje coraz więcej potasu. W tym roku, jak mówi Mazepin, popyt jest rekordowy - 59 mln ton. Rosjanie wydobywają 11,5 mln ton. Nie wiadomo jednak, czy koncern ni e straci obu kopalni dających w sumie 27 proc. wydobycia, bo w ostatnich dniach sytuacja się pogorszyła. Od momentu pojawienia się informacji o zatapianiu kopalni, ceny akcji koncernu na giełdzie spadły do czteroletniego minimum (-31,8 proc.). Na londyńskiej giełdzie wartość rynkowa koncernu spadła do 7,93 mld dol.