To powinna być okazja do składania sobie życzeń, skoro równo 70 lat temu w Waszyngtonie podpisano traktat, który powołał najpotężniejszy pakt wojskowy w historii świata. Ale na dwa dni przed zjazdem, który oficjalnie nawet nie nazywa się szczytem, chodzi raczej o uniknięcie otwartej pyskówki między prezydentami i premierami krajów NATO.
Na razie to się nie udaje. W piątek prezydent Turcji Tayyip Erdogan uznał, że analiza Emmanuela Macrona stanu sojuszu jest „chora i powierzchowna", a francuski przywódca „powinien sprawdzić, czy jego mózg nie jest w stanie śmierci klinicznej".
Przeczytaj też: dyrektor biura think tanku European Council on Foreign Relations: Jak Europa ma ratować NATO?
To odpowiedź na wywiad Francuza dla „The Economist" sprzed trzech tygodni, w którym uznał, że na „śmierć kliniczną" cierpi samo NATO, skoro ani Ameryka nie powiadomiła sojuszników o wycofaniu się z Syrii, ani Turcja nie ostrzegła ich o rozpoczęciu ofensywy przeciw Powszechnym Jednostkom Ochrony (YPG), kurdyjskiej organizacji, która była do tej pory kluczowym sojusznikiem Zachodu w walca z tzw. Państwem Islamskim.
Jeden z doradców Macrona przyznał francuskim mediom: „To nie są oświadczenia, tylko obelgi. Prezydent mówi rzeczy jasno i to Turcja musi się teraz do tego ustosunkować".