Gdyby przeszły, administracja Obamy mogłaby dołączyć do UE, która w grudniu w Kopenhadze miała zaproponować redukcję wydzielania CO[sub]2[/sub] o 30 procent. Wcześniej zjednoczona Europa zobowiązała się do zmniejszenia emisji o 20 procent do 2020 roku. Największą cenę zapłaci za to Polska, której energetyka oparta jest na węglu. Bez współpracy ze Stanami Zjednoczonymi dalsze takie posunięcia wydają się już jednak zupełnie absurdalne nawet w Europie, a więc szczyt w Kopenhadze skończy się na szumnych deklaracjach.
Dogmat "globalnego ocieplenia" ma niewiele wspólnego z nauką, a wiele z quasi -religiami współczesności. Nigdy dość powtarzać, że udział człowieka w globalnej emisji dwutlenku węgla to kilka procent, a udział dwutlenku węgla w gazach cieplarnianych, tzn. tych, które mają powodować ocieplenie, to również kilka procent. Czyli wpływ człowieka na globalne ocieplenie to – najwyżej – promile, jeśli zjawisko to w ogóle występuje, co – jak podnoszą kolejne rzesze naukowców – wydaje się niezwykle wątpliwe.
Lękiem przed globalnym ociepleniem zarządzają biurokraci żywotnie zainteresowani jego krzewieniem, gdyż wojna z owym widmem daje im władzę i fundusze. Nic dziwnego, że organizacja taka jak ONZ koncentruje się dziś na zmaganiach z emisją CO[sub]2[/sub], zamawia odpowiednie opracowania i nie zauważa coraz liczniejszych głosów protestu. Nic dziwnego, że Komisja Europejska i organizacje ekologiczne, które żyją z walki ze smokiem globalnego ocieplenia, straszą na potęgę.
Ciekawe jest przyjrzenie się miliardowym interesom potężnych firm czy Rosji dysponującej gazem, który emituje relatywnie mniej CO[sub]2[/sub]. A tłumy użytecznych idiotów, przepraszam: entuzjastów, zaciągają się na wojnę z dwutlenkiem węgla. W coś wierzyć trzeba, w dobie sekularyzacji wierzymy więc w smoka.
[ramka][link=http://blog.rp.pl/wildstein/2009/11/16/smok-globalnego-ocieplenia/]Skomentuj[/link][/ramka]