Dostęp do najnowocześniejszych i najdroższych leków w Polsce to często fikcja. Niby są refundowane, ale ciężko chorych ludzi z terapii wykluczają absurdalne przepisy Ministerstwa Zdrowia. Dlatego pacjent z rakiem nerki, chorobą Leśniowskiego-Crohna czy reumatoidalnym zapaleniem stawów bywa pozostawiany sam sobie.
Sześćdziesięcioletniemu Tadeuszowi Wilkowi z Pszczyny, który choruje na raka nerki, grozi już śmierć. Lekarze ze szpitala im. Leszczyńskiego w Katowicach nie mogli go bowiem leczyć jedynym skutecznym medykamentem. Nowotwór pacjenta miał bowiem inną strukturę niż przewidziana w kryteriach wskazanych przez MZ.
– Zwrócili się w 2011 r. do śląskiego NFZ, aby w tym przypadku wyjątkowo podać refundowane leki. Szpital najpierw dostał zgodę, ale nie zaczął leczyć chorego przed zmianą przepisów, a za drugim razem NFZ już odmówił – relacjonuje Bartłomiej Kuchta, adwokat, który w imieniu pacjenta pozywa szpital i fundusz.
NFZ się broni. – Pacjent nie spełnia kryteriów od stycznia 2012 r., ale gdyby szpital rozpoczął terapię lekami refundacyjnymi jeszcze w 2011 r., mógłby ją później kontynuować – tłumaczy Jacek Kopocz, rzecznik prasowy śląskiego oddziału.
Tymczasem Tadeusz Wilk, by się ratować, jesienią 2012 r. zaczął za 11 tys. zł miesięcznie kupować lek za pośrednictwem fundacji „Wygrajmy zdrowie”. Teraz kończą się mu już pieniądze.
– Przez 40 lat sumiennie pracowałem dla rodziny i państwa oraz odprowadzałem składki zdrowotne. Dziś, kiedy ja jestem w potrzebie, państwo polskie zostawiło mnie bez pomocy – mówi chory.