4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Anna Grodzka na warszawskiej Manifie pod hasłem: „Wszystkie jesteśmy u siebie!”, 2015 rok
Pani wejście do Sejmu było sensacją, pierwsza w historii transpłciowa posłanka. Zniknęła pani ze sceny politycznej po czterech latach. Czy jeszcze pani wspomina, jak to w Sejmie bywało?
Czasami myślę o tych czterech latach w Sejmie, o Ruchu Janusza Palikota i jego ewolucji. Dość szybko okazało się, że Ruch zmierza w inną stronę, niż początkowo się wydawało. Jestem osobą o społecznie lewicowych przekonaniach. Gdy jesienią 2011 roku zostałam wybrana do Sejmu z listy Ruchu Janusza Palikota, wydawało mi się, że jestem we właściwym miejscu. W maju 2012 roku odbył się wielki kongres naszego ruchu w Sali Kongresowej poświęcony walce z biedą i problemom osób wyrzucanych z mieszkań. Główną postacią na tym kongresie obok Janusza Palikota był działacz społeczny Piotr Ikonowicz. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że dobrze wybrałam formację. Ale z upływem czasu neoliberalny kształt naszego klubu coraz bardziej dominował i budził moje wątpliwości. Dlatego w pewnym momencie odeszłam z niego. Przeszłam do partii Zielonych i zostałam jedyną przedstawicielką tej formacji w parlamencie. Nie przewidziałam, że u Zielonych też dojdzie do zmian. Część lewicowych działaczy odeszła i przystąpiła do Partii Razem. Wtedy już nie bardzo z kim w Zielonych miałam robić politykę, dlatego wycofałam się z aktywizmu.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
W podcaście „Posłuchaj Plus Minus” Marcin Łuniewski rozwiewa mity o nieuniknionym rozpadzie Rosji i analizuje ró...
Krystyna Czerni pokazuje, że nawet o wyczerpująco opisanej twórczości można powiedzieć coś nowego, innego, śwież...
„Aces of Thunder” to okazja, by siąść za sterami klasycznych myśliwców.
Największa siła tej opowieści to fatalizm bez taniej sensacji.