Wszyscy znają Donalda Trumpa. Wiedzą, czego mogą się po nim spodziewać. To otwarta, ale bardzo silna karta, którą przebić może jedynie niespodziewanie wyciągnięty as z rękawa. Czy Kamala Harris jest takim politycznym asem? Ani wystąpienie na konwencji w Chicago, ani cała dotychczasowa kampania wyborcza na to nie wskazują. Od czasu, kiedy zastąpiła Joe Bidena jako kandydata demokratów na prezydenta, minęły już dwa miesiące, a nadal w żaden sposób nie zabłysnęła. Jej kampania polega na powtarzaniu tych samych utartych sloganów i ataków personalnych na Trumpa. Jej autorski program wyborczy w zasadzie sprowadza się do odrealnionych budżetowo obietnic poważnych ulg podatkowych dla rodzin oraz mglistych obietnic w sprawie aborcji i uregulowania statusu nielegalnych imigrantów. Nic więcej! Z punktu widzenia polityki zagranicznej może nas niepokoić jej wymowne milczenie oraz zapowiedzi wydatków socjalnych, które bez wątpienia zredukują wydatki zbrojeniowe i pomoc dla Ukrainy.