– Rosja użyła (przeciw Ukrainie) ponad 4700 rakiet – mówił Wołodymyr Zełenski uczestnikom konferencji Międzynarodowej Organizacji Frankofonii (krajów posługujących się językiem francuskim). Według ekspertów ukraiński prezydent chyba zaniżył ich ilość. Jeszcze pod koniec października szacowano, że było ich 4,5 tys., a od tego czasu Kreml – poza codziennymi ostrzałami – wykonał dwa zmasowane ataki: 31 października i 15 listopada.
Doprowadziło to do rosnących braków w rosyjskich arsenałach i już odbija się na działaniach wojennych. „Do jednej z rosyjskich rakiet zestrzelonych nad Kijowem przykręcono imitację głowicy atomowej” – informował kilka dni temu ukraiński portal Defence Express. Ale po co? Kijowski inżynier lotnictwa Stanisław Mańkow stwierdził, że w takich rakietach nie da się po prostu zamienić ładunku jądrowego na konwencjonalny, bo ten pierwszy jest lżejszy i ze zrozumiałych względów nie wymaga dokładnego systemu naprowadzania. Stąd głowica makieta. A wystrzeliwanie rakiet z makietami „ma sens tylko w warunkach deficytu prawdziwych pocisków kierowanych”, by zmylić obronę przeciwlotniczą.