Długa droga do spaceru po Księżycu

„Pierwszy człowiek" nie konkuruje z wielkimi widowiskami, lecz pokazuje cenę, jaką płaci się za realizację marzeń.

Aktualizacja: 17.10.2018 17:56 Publikacja: 17.10.2018 17:27

Ryan Gosling jako kosmonauta Neil Armstrong. „Pierwszy człowiek” od piątku w kinach

Ryan Gosling jako kosmonauta Neil Armstrong. „Pierwszy człowiek” od piątku w kinach

Foto: UIP

„To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości" – sławne słowa Neila Armstronga, pierwszego astronauty, który stanął na Księżycu, przypomina w „Pierwszym człowieku" odtwarzający go Ryan Gosling.

Podróże w kosmosie od zawsze pobudzały wyobraźnię. A od zarania kina to jeden z ulubionych tematów science fiction, gatunku do czasu pojawienia się „Gwiezdnych wojen" George'a Lucasa traktowanego wszakże po macoszemu. Dzisiaj kosmiczne filmy należą do najbardziej spektakularnych produkcji o ogromnych budżetach. Przyciągają do kin miliony widzów.

Pierwszy był Georges Melies, już w 1902 r. nakręcił „Podróż na Księżyc". Wystrzałem z ogromnej armaty wyprawił na srebrny glob grupę uczonych. 67 lat później fantazja stała się rzeczywistością: 21 lipca 1969 r. Amerykanie wylądowali na Księżycu.

Dramat jednostki

Oscarowi laureaci Damien Chazelle („Whiplash", „La La Land") i scenarzysta Josh Singer („Spotlight", „Czwarta władza") w „Pierwszym człowieku" przypomnieli to ważne dla ludzkości wydarzenie na kanwie siedmiu lat z życia Neila Armstronga, jego rodziny (przekonująca Claire Foy w roli żony) i kolegów astronautów. Nie powstała efektowna, hurraoptymistyczna opowieść o podboju kosmosu ani patriotyczna laurka dla amerykańskiej potęgi, ale skromny, choć w ekranowym kształcie efektowny dramat jednostki o zranionej psychice, na co dzień igrającej ze śmiercią. Ale przede wszystkim opowieść o wysokiej cenie, jaką trzeba zapłacić za realizację marzeń.

Rok 1961: Neil Armstrong pracuje w NASA jako inżynier i pilot doświadczalny samolotów o napędzie rakietowym. Po śmierci córeczki zdruzgotany zamyka się w sobie. Nawet zakwalifikowanie do programu lotów kosmicznych, którego ostatecznym celem jest Księżyc, przyjmuje bez emocji. Wycofany wobec najbliższych, jakby nierozumiejący ich strachów i obaw, skupia się bez granic na powierzanych mu kolejnych zadaniach.

Śmierć nadal mu towarzyszy. W nieudanych próbach giną koledzy astronauci. On przyjmuje to jako coś naturalnego, z pełną świadomością, że może spotkać i jego. Do końca nie dowiemy się, czy spacer po Księżycu to spełnienie jego marzeń, czy tylko wypełnienie obowiązku.

W tle głównej opowieści, często za pośrednictwem dokumentalnych wstawek, twórcy sygnalizują, unikając potępienia czy moralizowania, wyścig mocarstw USA i ZSRR. Rosjanie wystrzelili Sputniki, wysłali w kosmiczną przestrzeń Jurija Gagarina. Amerykanie mogą ich przebić tylko lądowaniem na Księżycu. A życie kosmonautów i miliardy dolarów podatników to ryzyko warte podjęcia.

Reżyser przekonująco udowodnił, że równie dobrze czuje się w musicalu, jak i w realistycznej opowieści okołokosmicznej. Dalekie jest mu hollywoodzkie efekciarstwo, w czym wydatnie pomaga mu skupiająca się na detalach i zbliżeniach, chwilami roztrzęsiona kamera Linusa Sandgrena.

Sugestywnie przeciwstawia się wizji ze sławnej „Grawitacji" Alfonso Cuarona (2013), straszącej kosmosem jako wrogą, pełną zasadzek, pozbawioną dźwięku, nieprzeniknioną przestrzenią, w której człowiek jest intruzem.

Wyścig mocarstw

Z hollywoodzkich opowieści rekonstruujących prawdziwe zdarzenia warto przypomnieć „Pierwszy krok w Kosmos" Philipa Kaufmana (1983) i „Apollo 13" Rona Howarda (1995). Pierwszy to historia okupionych życiem pilotów, ale ostatecznie udanych, prób przekroczenia bariery dźwięku przez samoloty i prezentacja początków amerykańskiej astronautyki w latach 50. XX w. oraz wyścigu mocarstw. Drugi przedstawia kolejny lot na Księżyc w kwietniu 1970 r. Rutynowa misja badawcza wymyka się spod kontroli. Statek astronautów ulega poważnej awarii (sławne „Houston, mamy problem"), a ich życiu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo.

Filmowcy rosyjscy też nie zapomnieli o kosmicznych poczynaniach rodaków. Paweł Parchomienko w „Gagarinie" (2013), trwającym 108 min, czyli tyle, ile jego lot po ziemskiej orbicie, przedstawił biografię lotnika w stylu komunistycznej propagandy. O pierwszym spacerze kosmicznym Aleksieja Leonowa i Pawła Bielajewa przypomniał Dmitrij Kisielow w „Czasie pionierów" (2017).

Z kolei Klim Shipenko w „Salut 7" (2017) opowiedział o misji ekipy ratunkowej, której w 1985 r. udało się naprawić bezzałogową stację kosmiczną. Odmienne, krytyczne spojrzenie na kulisy pierwszego, radzieckiego lotu w kosmos zaprezentował Aleksiej German Jr w „Papierowym żołnierzu" (2008).

Politycy i naukowcy, a w ślad za nimi filmowcy nie przejęli się słowami Stanisława Lema, który w „Solaris" – notabene dwukrotnie sfilmowanym: przez Andrieja Tarkowskiego (1971) i Stevena Soderbergha (2002) – wyrokował: „Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Nie potrzeba nam innych światów, potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy".

Film
Polscy filmowcy czekają na szefa swojego instytutu
Materiał Promocyjny
Jak wygląda nowoczesny leasing
Film
Powstanie filmowa biografia The Beatles. Kto zagra Johna Lennona?
Film
Val Kilmer nakręcił w Polsce western z Bogusławem Lindą. Grał Poszukiwanego
Film
Nie żyje Val Kilmer. Popularny aktor miał 65 lat
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Film
„Niki”: Załamania gwiazdy pop-artu
Materiał Promocyjny
Suzuki Moto Road Show już trwa. Znajdź termin w swoim mieście