Walka o to trwała niemal 10 lat z obrońcami środowiska, plemionami indiańskimi i politykami.
Gigantyczna ferma Cape Wind (przylądek wiatru) powstanie w malowniczym krajobrazie, w kanale między Cape Cod a wypoczynkowymi wyspami Martha's Vineyard i Nantucket, u wybrzeży stanu Massachusetts. Znajdzie się w odległości 8 km od stałego lądu, 14,5 km od Martha's Vineyard i 22 km od Nantucket. Dla zminimalizowania wpływu projektu władze zażądały od dewelopera zmniejszenia liczby turbin/wiatrowni i zmiany ich konfiguracji, żeby „nie kłuły w oczy”.
Cape Wind będzie liczyć 130 wiatrowni ustawionych na powierzchni 62 km[sup]2[/sup] (więcej niż Manhattan), o łącznej mocy 468 megawatów, co pokryje 75 proc. pogrzeb energetycznych Cape Cod i pobliskich wysp. Zapewni elektryczność dla 400 tys. domów. Ma kosztować miliard dolarów. Turbin dostarczy Siemens, stawianie wiatrowni zacznie się jeszcze w tym roku, a pierwszy prąd popłynie w 2012 r. — wyjaśnił szef inwestora Cape Wind Associates, Jim Gordon.
- Za taką decyzją przeważyły korzyści społeczne — stwierdził minister. — Wraz z nią zaczynamy nowy kierunek w przyszłości energetycznej naszego narodu. To pierwsza w Ameryka ferma offshore, nowy rozdział w historii tego regionu — dodał.
Nie do wszystkich trafiły argumenty ministra. Od lat podejmowano działania mające powstrzymać realizację. Przeciwko był nawet senator Edward Kennedy, bo jego rodzinna posiadłość w Hyannis Port leży nad kanałem Nantucket Sound.