W grudniu 2008 r., po długich negocjacjach, Unia przyjęła tzw. pakiet energetyczno-klimatyczny, czyli zestaw aktów prawnych regulujących politykę klimatyczną UE w latach 2013 – 2020. Przyjęte rozwiązanie zakłada wrzucenie do wspólnego worka zaoszczędzonych przed 2005 r. redukcji Polski i podobnych krajów. Nadwyżki nowych członków zostaną więc wchłonięte także przez starą Unię. Kompromis był trochę gorzki, ale Polska i inni jakoś go przełknęli na rzecz jedności Unii. Pakiet ustalił jednocześnie do 2020 r. jednolitą skalę redukcji dla podmiotów handlujących emisjami (tzw. EU ETS) wynoszącą aż 21 proc. Rozwiązanie to uderza w takie kraje jak Polska, czyli mające duży udział sektorów objętych handlem emisjami w całkowitej emisji gazów cieplarnianych. Średnia dla starej „15” UE to 40 proc., dla Polski aż 52 proc., bo w systemie handlu jest u nas nie tylko duża energetyka, ale też np. zwykłe miejskie ciepłownie.
Firmy w Polsce będą też musiały wydać więcej pieniędzy na zakup uprawnień do emisji na aukcjach, bo pakiet przewiduje, że kraje o wysokim udziale emisji ze spalania paliw poniosą największe koszty – elektrownie, a nawet wspomniane komunalne ciepłownie, będą musiały kupować dużą część (nawet do 100 proc.) uprawnień do emisji. W starej „15” UE paliwa to 70 proc. handlu emisjami, w Polsce ponad 90 proc. Koszty będą więc znaczne.
Żeby ograniczyć koszty, Unia przewidziała w pakiecie mechanizmy łagodzące, skierowane w pierwszej kolejności do krajów takich jak Polska. Przynajmniej w teorii. Chodzi m.in. o możliwość przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji elektrowniom i przemysłowi czy o zwiększone wpływy ze sprzedaży uprawnień do emisji na aukcji dla krajów uboższych i tych, które znacząco zredukowały emisję. Wzrosnąć miałby też limit emisji w części gospodarki nieobjętej systemem handlu (m.in. transport, rolnictwo czy też gospodarstwa domowe).
[srodtytul]Zamieszanie z kosztami[/srodtytul]
Polska, Czechy, Słowacja i kilka innych krajów obawiają się jednak, że mechanizmy łagodzące nie będą działać zgodnie z politycznymi kompromisami z 2008 r., że są niejasne i trudne do wprowadzenia. Boją się, że ta część rozwiązań pakietu będzie w przyszłości iluzoryczna. Obawy są o tyle uzasadnione, że wynikają z obserwacji tego, co się działo w ostatnich dwóch latach po przyjęciu pakietu. Kiedy unijni urzędnicy od ogółu przeszli do szczegółu, okazuje się, że w 2009 i 2010 r. coraz więcej powstających już konkretnych rozwiązań ogranicza czy wręcz neguje kompromis z 2008 r. Przykładowo lokalna ciepłownia miejska na węgiel, zamiast zapisanych w pakiecie 80 proc. darmowych przydziałów, dostanie najprawdopodobniej tylko 40 proc. Niebezpieczeństwo dla Polski jest znaczne, bo bez sprawnie działających mechanizmów łagodzących koszty pakietu będą dla nas nieproporcjonalnie wysokie.
Nowe państwa UE uważają, że pakiet faworyzuje starą „15”, ale tak samo dzieje się już obecnie (2008 – 2012) w systemie handlu emisjami. Analizując decyzje Komisji Europejskiej dotyczące krajowych planów rozdziału uprawnień (KPRUII), można też stwierdzić, że faworyzują one kraje starej Unii kosztem nowej. Zatwierdzony podział uprawnień do emisji został dokonany bez rozsądnej oceny tego, jaki udział w całkowitej emisji gazów cieplarnianych i ścieżce realizacji celów Kioto mają emisje przedsiębiorstw objętych systemem handlu emisjami (EU ETS). W Europie Środkowo-Wschodniej to aż 50 proc. (jak wcześniej wspomniano – w pozostałych krajach Unii 40 proc.), co oznacza, że kraje te ponoszą znacznie większe koszty, bo EU ETS nie jest przecież systemem tanim. Tymczasem 12 państw UE (w tym dziewięć nowych) otrzymało limity emisji nieproporcjonalnie niskie w porównaniu z bogatszą i mniej zaangażowaną w system resztą. Słowacja, Polska, Czechy, Węgry, Estonia, Litwa, Łotwa, Rumunia, Bułgaria zaskarżyły decyzję KE do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.