Zebrane przez agencję Bloomberga projekcje analityków dla ceny ropy WTI na koniec 2022 r. wahają się od 60 dol. za baryłkę do 77 dol. Wygląda więc na to, że nawet największe naftowe „byki" spodziewają się, że w przyszłym roku stopniowo rosnąca podaż będzie wreszcie nadążać za popytem. Zapotrzebowanie na ropę nie powinno zaś rosnąć w tak szalonym tempie jak w tym roku. Szacunki OPEC mówią, że globalny popyt na ropę wzrósł z 90,8 mln baryłek dziennie w 2020 r. do 99,5 mln w czwartym kwartale 2021 r. i że za rok będzie sięgał 102,6 mln. Trzeba jednak pamiętać, że te dosyć ostrożne prognozy są scenariuszem bazowym, wykluczającym większe wstrząsy popytowe i podażowe.
W listopadzie kraje OPEC produkowały 28 mln baryłek ropy dziennie, gdy ich zdolności produkcyjne wynosiły 33,3 mln. Arabia Saudyjska, największy producent z tej grupy, wydobywała wówczas 9,88 mln baryłek dziennie, gdy jej moce sięgają 11,5 mln. Dalekie od pełnego wykorzystania mocy produkcyjnych są też USA. Według danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) produkcja surowca w USA wynosiła w końcówce listopada 11,6 mln baryłek dziennie, gdy w przedpandemicznym szczycie sięgała 13 mln.
Czytaj więcej
Gazprom po raz kolejny nie zarezerwował przepustowości gazociągu Jamał-Europa dla tranzytu gazu p...
Amerykańska branża naftowa twierdzi, że polityka administracji Bidena, polegająca m.in. na dążeniu do zeroemisyjności i zaostrzaniu regulacji, najbardziej zniechęca ją do inwestowania. Władze zablokowały m.in. kluczowe inwestycje naftowe na Alasce oraz budowę rurociągu Keystone XL, mającego tłoczyć kanadyjską ropę. Nad branżą naftową na całym świecie wisi jednak wciąż ogromne zagrożenie w postaci niedoinwestowania. Wiele funduszy inwestycyjnych pozbywa się akcji firm naftowych lub naciska na to, by przeprowadzały one zmiany wpisujące się w trend dążenia do zeroemisyjności. Cierpią na tym tradycyjne inwestycje naftowe, co hamuje wzrost podaży w długim terminie i przyczynia się do utrzymywania wysokich cen surowca.