Te słowa wypowiedziane przez Kornela Morawieckiego w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” słusznie wywołały oburzenie. Bo są nieprawdziwe. Pada w nim zresztą wiele kontrowersyjnych tez dotyczących Polski, Ukrainy, Zachodu, Chin. Zazwyczaj emocjonalnych, często niespójnych, bardzo rzadko trafnych.
Nieco racji polityk ma, sugerując, że to Zachód pierwszy zezwolił w powojennej Europie na złamanie zasady integralności terytorialnej – w sprawie Kosowa. Lecz wnioski, które z tego wysuwa w odniesieniu do aneksji Krymu przez Rosję, są nie tylko błędne, ale też zagrażają bezpieczeństwu Polski. Kornel Morawiecki proponuje bowiem, by prezydent RP zajął się zalegalizowaniem tej aneksji na forum międzynarodowym, bo „przecież i tak Rosja już nigdy z półwyspu nie zrezygnuje”. Lekkie podejście do wytyczania granic na nowo demonstrowane przez polityka żyjącego od 77 lat w kraju, w którym zmiany granic kojarzą się z utratą niepodległości i milionami ofiar, zadziwia. Kornel Morawiecki przypomina amatora zafascynowanego geopolityką, który na przyjęciu rodzinnym rozprawia się z możnymi tego świata. Wprowadziłby na przykład Rosję do UE. Po co? A po to, by Syberia nie wpadła w ręce Chin. No i żeby nie doszło do trzeciej wojny światowej, jądrowej. No, ale dlaczegóż miałoby dojść, skoro Rosja to jego zdaniem kraj miłujący pokój, który nawet Doniecka nie chce zdobyć, a Chińczycy chętnie współpracują z Rosjanami?