Poinformował o tym Piotr Plechanow z kazachskiego Instytutu Hydrogeologii i Geoekologii. Propozycję zmiany nurtu rzek syberyjskich na południe, by dostarczyć wodę z Rosji do krajów Azji Środkowej, w tym Kazachstanu, zgłosił były mer Moskwy Jurij Łużkow. Badała ją komisja powołana przez kazachskiego premiera Karima Masimowa. – Doszliśmy do wniosku, że sprawa stała się bezcelowa. Poruszano ją jeszcze za czasów ZSRR, ale sytuacja geopolityczna się zmieniła – stwierdził Plechanow.
W ZSRR już w latach 50. pracowano nad planami odwracania rzek syberyjskich w kierunku Azji Środkowej. Pomysł ten porzucił w obliczu zapaści gospodarczej ostatni przywódca ZSRR Michaił Gorbaczow.
W styczniu 2009 r. Łużkow, gdy był jeszcze merem rosyjskiej stolicy, uzasadniał, że realizacja projektu pozwoliłaby Rosji sprzedawać do Kazachstanu, Uzbekistanu czy Turkmenistanu od 15 do 20 miliardów metrów sześciennych wody.
Pomysły Łużkowa były krytykowane i popierane. Portale pisały o katastrofie ekologicznej na Syberii i o tym, że mer chce „handlować rzekami". – Równie dobrze człowiek może chodzić na głowie, trzymając w rękach kapcie – mówił w 2002 r. Aleksander Nazarow, deputowany Rady Federacji z Komisji ds. Północy. W tym czasie Łużkow apelował do prezydenta Władimira Putina o wsparcie projektu, uzasadniając, że brak słodkiej wody będzie głównym problemem ludzkości w XXI wieku i źródłem narodowych konfliktów.
Nazarow jednak przypomniał, że Rosja jest członkiem międzynarodowej Rady Arktycznej i sprawę zawracania rzek musiałaby uzgadniać z każdym z jej krajów członkowskich. Niektórzy deputowani Dumy ostrzegali jednak, że susza w Azji Środkowej może wywołać wybuch społeczny, wzmacniając pozycję islamistów.