Potrzeba zastąpienia Funduszu Kościelnego, który jest protezą z głębokiego PRL, na przykład modelem odpisów podatkowych wiernych na wybrany Kościół, od dawna i właściwie dla wszystkich wydaje się oczywistością. Już w roku 2011 zapowiedział to wszak premier Donald Tusk, a przez kolejne dwa lata pracował nad tą sprawą specjalny rządowo-kościelny zespół. Dlaczego więc te dawno już uchylone drzwi rządzący politycy wywarzać chcą dziś nagle z takim przytupem? I o co właściwie chodzi w politycznym larum wokół tej sprawy? Jak zwykle w polityce: o status, o budowanie pozycji i poszerzanie wpływów władzy.