– Gospodarka, głupcze! – tą radą strateg Jim Carville zapewnił w 1992 roku Billowi Clintonowi zwycięstwo w wyborach prezydenckich ze zdawałoby się tryumfującym po rozpadzie ZSRR i będącym pewnym reelekcji George’em H.W. Bushem. 32 lata później to znów stan gospodarki może rozstrzygnąć o wyniku walki o najwyższy urząd w państwie. Ale tym razem na korzyść republikanów.
Od kiedy 21 lipca Joe Biden zrezygnował z walki o drugą kadencję, Kamala Harris chwyciła wiatr w żagle. Przejęła pałeczkę w chwili, gdy Donalda Trump miał przewagę trzech punktów procentowych w sondażach. W tym tygodniu, jeśli wierzyć agregatorowi tygodnika „The Economist”, wysforowała się na prowadzenie z 1 punktem więcej niż jej rywal.