Wielkie, czarne litery krzyczą: „Milei 2023: la esperanza de un pais mejor” (nadzieja na lepszy kraj). Zza kartonu widać czarne, zmęczone oczy. Zdjęcie dziewczyny uchwyconej w tłumie, który w nocy z niedzieli na poniedziałek powitał swojego zwycięzcę na gigantycznej Avenida 9 de Julio przecinającej 25-milionowe Buenos Aires być może najlepiej tłumaczy wyniki tych wyborów prezydenckich. To opowieść o kraju, który jeszcze do lat trzydziestych XX wieku należał do grona paru najbogatszych państw świata, ale dziś nie jest w stanie zapewnić nawet minimalnych warunków bytowych 40 proc. społeczeństwa.