Joanna Szczepkowska: Słowa Kaczyńskiego i posłów PiS do Giertycha? Dalej pójść się nie da

Rozpalenie emocji tłumów na takiej strunie jest nazbyt znane w historii, żeby nie wołać na alarm.

Publikacja: 04.04.2025 14:20

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i poseł KO Roman Giertych na sali obrad Sejmu.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i poseł KO Roman Giertych na sali obrad Sejmu.

Foto: PAP/Piotr Nowak

Piszę ten tekst, w pełni zdając sobie sprawę z tego, że przeczyta go wielu czytelników popierających stronę, nazwijmy ją, antyliberalną. I tak jak strona liberalna jest gotowa na wiele, żeby nie dopuścić do władzy antyliberałów, tak strona antyliberalna uważa odebranie liberałom władzy za absolutną konieczność i zwycięstwo dobra nad złem. Oczywiście, określenie liberał jest symboliczne i nie całkiem odzwierciedla koalicję rządzącą, jednak w sumie idzie o klimat liberalny kontra ten konserwatywny, więc będę nadal tego uproszczenia używała.

Czytaj więcej

Posłanka PiS nazwała Romana Giertycha „mordercą”. „Chętnie spotkam się w sądzie”

„Sadysta” i „morderca”? Słowa Kaczyńskiego i posłów PiS do Giertycha to przekroczenie ostatniej z granic

Właśnie obejrzałam awanturę, jaka się rozegrała w Sejmie z udziałem Romana Giertycha i Jarosława Kaczyńskiego. Usłyszałam słowo „sadysta” użyte przez prezesa PiS w stosunku do Giertycha, a potem słowo „morderca” wyskandowane przez posłów tego klubu. Już dalej pójść się nie da. Oskarżenie konkretnego człowieka o konkretne zabójstwo, na terenie takim jak Sejm, jest złamaniem ostatniej z granic, jaką da się przekroczyć. Piszę o tym na gorąco, ale nie stąd moje gorące słowa. Nie sądzę, żeby moje wrażenia uległy ostudzeniu i uznam je kiedykolwiek za chwilowe uniesienie. Roman Giertych, groteskowo wyższy od Kaczyńskiego, uznał tę różnicę za symboliczną, patrząc na prezesa PiS z góry i z radosnym uśmiechem.

Usłyszałam słowo „sadysta” użyte przez prezesa PiS w stosunku do Giertycha, a potem słowo „morderca” wyskandowane przez posłów tego klubu. Już dalej pójść się nie da. 

Rzeczywiście, obrazek był groteskowy, ale sytuacja już mniej. Kiedy używając w tym celu faktu śmierci Barbary Skrzypek, krzyczano w Sejmie „morderca”, nie było we mnie miejsca na rozbawienie z powodu różnicy wzrostu. Nie bawił mnie też chwyt Romana Giertycha i ten „wujek”, którym się nazwał, znajdując jakieś genetyczne powiązania z Kaczyńskim. To mogłoby być zabawne, gdyby wszystko odbywało się na ringu dla amatorów walk w wadze piórkowej albo na cyrkowej arenie. Jesteśmy jednak na arenie Sejmu. Tutaj słowo od wieków gra główną rolę. Tutaj walczy się słowem i za słowo się odpowiada. Oczywiście, można wszystko zbagatelizować, można dla własnej wygody nie widzieć grozy sytuacji, można też uznać słowo za narzędzie gry politycznej, a ta, wiadomo, zwłaszcza w czasie wyborczym bywa brutalna i można uznać, że „wszystkie chwyty są dozwolone”.

Czytaj więcej

Awantura w Sejmie. Jarosław Kaczyński do Romana Giertycha: Sadysta. Giertych: Mów mi wuju

Roman Giertych nie jest zabójcą nawet w przenośni. Takie słowa trzeba piętnować

Otóż moim zdaniem nie można. Wypieramy wagę słów dla spokoju ducha. Rzecz tylko w  tym, że bywają słowa użyte po to, żeby roznieciły nie tyle dyskusję, ile emocje. Oskarżenia co do powodów śmierci pani Barbary Skrzypek są równie absurdalne jak odkrycia Macierewicza i teorie spiskowe w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jestem przekonana, że Jarosław Kaczyński, dając przyzwolenie na hasło „morderca”, zdaje sobie sprawę z tego, że Roman Giertych nie jest zabójcą nawet w przenośni. Jednak słowo takie padło i daje impuls do powtarzania go, choćby na marszu, jaki zamierza zorganizować.

Rozpalenie emocji tłumów na takiej strunie jest nazbyt znane w historii, żeby nie wołać na alarm. I nie chodzi tu o ewentualne kary dyscyplinarne, jakie stosuje się w sejmowym prawie. Jestem pewna, że takie konsekwencje są przewidziane w tej politycznej grze o wszystko. Chodzi o rodzaj naszej wzmożonej czujności. W Sejmie padło słowo „morderca”. Trzeba je piętnować, mówić, pisać o manipulacji emocjami najwyższego stopnia. Jeśli dziś zastanawiamy się nad tym, jak możliwe było uwikłanie zwykłych, poczciwych ludzi w ideologię nazistowską, to odpowiedź jest jedna: właśnie tak to było możliwe. Za pomocą słów. Jestem przerażona. Jedyne, co pozostaje, to nadzieja, że popierający dotąd prezesa PiS zobaczą, jaki ładunek niesie ze sobą jego polityka. Wystarczy podręcznik historii.

Piszę ten tekst, w pełni zdając sobie sprawę z tego, że przeczyta go wielu czytelników popierających stronę, nazwijmy ją, antyliberalną. I tak jak strona liberalna jest gotowa na wiele, żeby nie dopuścić do władzy antyliberałów, tak strona antyliberalna uważa odebranie liberałom władzy za absolutną konieczność i zwycięstwo dobra nad złem. Oczywiście, określenie liberał jest symboliczne i nie całkiem odzwierciedla koalicję rządzącą, jednak w sumie idzie o klimat liberalny kontra ten konserwatywny, więc będę nadal tego uproszczenia używała.

Pozostało jeszcze 87% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Plus Minus
„Anioły w Warszawie”: Anioły i syreny u schyłku PRL-u
Plus Minus
„Ćma”: Polski superbohater słabości ma pod dostatkiem
Plus Minus
„Legioniści”: Historia Bałtów z Waffen-SS wydanych Sowietom. Powieść? Reportaż?
Plus Minus
„Właściwy moment. Pół wieku z aparatem”: Czyhanie na błysk
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Plus Minus
„Rozdzielenie”: Najbardziej filozoficzny serial wśród streamingowej rozrywki