Piszę ten tekst, w pełni zdając sobie sprawę z tego, że przeczyta go wielu czytelników popierających stronę, nazwijmy ją, antyliberalną. I tak jak strona liberalna jest gotowa na wiele, żeby nie dopuścić do władzy antyliberałów, tak strona antyliberalna uważa odebranie liberałom władzy za absolutną konieczność i zwycięstwo dobra nad złem. Oczywiście, określenie liberał jest symboliczne i nie całkiem odzwierciedla koalicję rządzącą, jednak w sumie idzie o klimat liberalny kontra ten konserwatywny, więc będę nadal tego uproszczenia używała.
Czytaj więcej
- Bardzo chętnie spotkam się z panem Giertychem w sądzie i udowodnię mu, że jest pośrednio morder...
„Sadysta” i „morderca”? Słowa Kaczyńskiego i posłów PiS do Giertycha to przekroczenie ostatniej z granic
Właśnie obejrzałam awanturę, jaka się rozegrała w Sejmie z udziałem Romana Giertycha i Jarosława Kaczyńskiego. Usłyszałam słowo „sadysta” użyte przez prezesa PiS w stosunku do Giertycha, a potem słowo „morderca” wyskandowane przez posłów tego klubu. Już dalej pójść się nie da. Oskarżenie konkretnego człowieka o konkretne zabójstwo, na terenie takim jak Sejm, jest złamaniem ostatniej z granic, jaką da się przekroczyć. Piszę o tym na gorąco, ale nie stąd moje gorące słowa. Nie sądzę, żeby moje wrażenia uległy ostudzeniu i uznam je kiedykolwiek za chwilowe uniesienie. Roman Giertych, groteskowo wyższy od Kaczyńskiego, uznał tę różnicę za symboliczną, patrząc na prezesa PiS z góry i z radosnym uśmiechem.
Usłyszałam słowo „sadysta” użyte przez prezesa PiS w stosunku do Giertycha, a potem słowo „morderca” wyskandowane przez posłów tego klubu. Już dalej pójść się nie da.
Rzeczywiście, obrazek był groteskowy, ale sytuacja już mniej. Kiedy używając w tym celu faktu śmierci Barbary Skrzypek, krzyczano w Sejmie „morderca”, nie było we mnie miejsca na rozbawienie z powodu różnicy wzrostu. Nie bawił mnie też chwyt Romana Giertycha i ten „wujek”, którym się nazwał, znajdując jakieś genetyczne powiązania z Kaczyńskim. To mogłoby być zabawne, gdyby wszystko odbywało się na ringu dla amatorów walk w wadze piórkowej albo na cyrkowej arenie. Jesteśmy jednak na arenie Sejmu. Tutaj słowo od wieków gra główną rolę. Tutaj walczy się słowem i za słowo się odpowiada. Oczywiście, można wszystko zbagatelizować, można dla własnej wygody nie widzieć grozy sytuacji, można też uznać słowo za narzędzie gry politycznej, a ta, wiadomo, zwłaszcza w czasie wyborczym bywa brutalna i można uznać, że „wszystkie chwyty są dozwolone”.