Po wielu latach wróciłem do „Jądra ciemności" Josepha Conrada. Gdy byłem licealistą, ta książka uświadamiała, dokąd prowadzi kolonializm, była straszliwą historią tego, do czego może prowadzić absolutyzacja własnej cywilizacji. Gdy czytam ją ponownie – już zaledwie kilka lat przed pięćdziesiątką – staje się wielką przypowieścią o tym, jak humanitarne (ale przecież także religijne, ideologiczne, moralne) przekonania w połączeniu z pewnością własnych racji i służbą tej jedynie słusznej cywilizacji, prawdzie, religii, instytucji czy wręcz partii mogą służyć do usprawiedliwiania własnego bestialstwa.