Bez żadnego zasilania z zewnątrz „buty" pozwalają powiększyć efektywność chodzenia o 7 proc. Dla piechura oznacza to, że może zabrać ze sobą pięciokilogramowy plecak i zużywać w marszu tyle samo energii, co bez obciążenia. I choć urządzenie nie jest tak wspaniałe, jak baśniowe siedmiomilowe buty, to jest kamieniem milowym w dziedzinie urządzeń wspomagających.
— Chodzenie jest bardziej skomplikowane niż się wydaje — przyznaje prof. Steve Collins z Carnegie Mellon. — Każdy wie, jak chodzić, ale tak naprawdę nie wie, jak to się dokładnie odbywa.
Urządzenie jest wynikiem 8 lat żmudnych prac rozpoczętych przez autorów wynalazku Steve'a Collinsa i Gregory'ego Sawickiego, kiedy byli jeszcze doktorantami na Uniwersytecie Michigan. Naukowcy opisali wynalazek — egzoszkielet zakładany na kostkę — na łamach magazynu „Nature".
— To urządzenie działa jak katapulta — powiedział prof. Gregory Sawicki z Uniwersytetu Karoliny Północnej. — Ma sprężynę, która naśladuje działanie ścięgna Achillesa i działa równolegle z mięśniami łydki i zmniejsza ich obciążenie.
Kluczem do sukcesu jest mechaniczne sprzęgło, które napina sprężynę, gdy stopa dotyka ziemi, a oddaje energię gdy się unosi i w powietrzu i przesuwa do przodu.