Reklama
Rozwiń
Reklama

E-posterunek bez żadnych zabezpieczeń

Przez 3 lata do testowanego w policji systemu mógł wejść każdy i zdobyć dane o świadkach i przestępcach.

Publikacja: 04.07.2013 03:15

Komputery służb nie do recyklingu

Komputery służb nie do recyklingu

Foto: www.sxc.hu

Komendant Główny Policji nie zabezpieczył danych osobowych w systemie e-posterunek dla służb dochodzeniowo-śledczych, czym złamał prawo – twierdzi NIK i zawiadamia prokuraturę.

Chodzi o system, w którym są dane osobowe sprawców przestępstw, występujących w nich świadków czy osób składających doniesienia. W różnych sprawach – np. kradzieży czy rozboju. Do tych newralgicznych danych przez trzy lata dostęp miał praktycznie każdy policjant – mógł wejść do systemu nie pozostawiając śladu. Co gorsza – z powodu braku zabezpieczeń – nie można wykluczyć, że taki dostęp mógł mieć ktoś „z ulicy", kto włamał się do systemu. Czy takie sytuacje miały miejsce – nie wiadomo. Jeśli nawet, trudno o dowody.

Z raportu NIK, który obnaża fatalne przygotowanie wdrożenia e-posterunku, wynika, że dane osobowe w tym systemie były całkowicie niezabezpieczone przed dostępem osób nieuprawnionych od 2010 r. aż do kwietnia 2013 r. W efekcie kontroli, system zamiast ruszyć, został zamknięty, a wszystkie ściągnięte dane – zniszczone. Policja dopiero teraz przygotowuje niezbędne zabezpieczenia.

NIK o trwającym trzy lata bezprawiu zawiadomiła prokuraturę. – Prowadzimy postępowanie sprawdzające w kierunku naruszenia art. 52 ustawy o ochronie danych osobowych.  Grozi za to do roku więzienia – mówi Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie trafiło doniesienie.

Dlaczego KGP nie przygotowała zabezpieczeń – nie wiadomo. O tym, że dane osobowe muszą je posiadać, mówi nie tylko ustawa, ale i rozporządzenie szefa MSWiA z 2004 r. Takie zabezpieczenia mają inne policyjne bazy, np. KSIP (Krajowy System Informacji Policji). – Jeśli policjant sprawdza czy samochód jest skradziony lub ktoś poszukiwany, to każde wejście do systemów zostawia ślad. Wiadomo kto i kiedy dokonał sprawdzenia. W przypadku e-posterunku takich obwarowań nie było – mówi jeden z funkcjonariuszy.

Reklama
Reklama

Poważne niedopatrzenie obciąża szefów policji: poprzedniego, czyli nadinsp. Andrzeja Matejuka i obecnego – nadinsp. Marka Działoszyńskiego. Ten ostatni w kwietniu 2013 r. podjął działania, by uregulować sytuację.

E-posterunek miał ułatwić policjantom pracę i odciążyć ich od wypełniania sterty formularzy. Budowa aplikacji trwała od 2008 r. i kosztowała ponad 17 mln zł. Do końca 2011 r. na systemie mieli pracować policjanci w całym kraju, ale tak się nie stało. Brak zabezpieczeń to nie jedyny grzech. Inne: kupiono drukarki mobilne dla drogówki (ponad tysiąc sztuk), które nie wytrzymują niskich temperatur, a KGP przez dwa lata nie miała kodów źródłowych do systemu. Stracono też ok. 2 mln zł na rozbudowę systemu dla drogówki – tych rozwiązań nie wykorzystano w praktyce.

O kulejącym e-posterunku „Rz" pisała w marcu. Podaliśmy, że policja na budowę  prototypu tzw. elektronicznego modułu procesowego (miał być aplikacją, na której miał działać e-posterunek) otrzymała z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju aż 4,6 mln zł. Pieniądze poszły na 6-letni nadzór nad projektem, prace naukowo-badawcze wykonywane przez pracowników z Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie, w tym gratyfikację rektora uczelni Arkadiusza Letkiewicza, późniejszego wiceszefa policji odpowiedzialnego za wdrożenie systemu.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama