U progu drugiego miesiąca wojny na Ukrainie zachodnia machina nakładania kar na Rosję wyraźnie się zacięła. Po czterech rundach restrykcji koordynowanych przez Amerykę, Unię i Wielką Brytanię nie widać na razie nowych inicjatyw. I to mimo że udział w ten czwartek w Brukseli Joe Bidena w szczycie UE i NATO byłby znakomitą okazją do ich ogłoszenia.
Amerykański prezydent od początku stawiał sprawę jasno: Stany nie wezmą bezpośredniego udziału w ukraińskiej wojnie. Dlatego obok dostarczania broni Ukraińcom bezprecedensowe sankcje zawsze były głównym narzędziem USA dla pokonania Kremla. Chodziło o podniesienie tak wysoko ceny inwazji dla otoczenia Władimira Putina i szerzej rosyjskiego społeczeństwa, aby zdecydowali się na obalenie dyktatora lub przynajmniej skłonienie go do zaprzestania walk.