Reklama

Jak dziecko zmienia mężczyznę

Skromny, czarno-biały film „C'mon C'mon" z poruszającą kreacją Joaquina Phoenixa wciąga i wzrusza. Może stać się czarnym koniem oscarowej rywalizacji.

Publikacja: 20.01.2022 18:38

Joaquin Phoenix i Woody Norman. „C’mon C’mon” już w kinach

Joaquin Phoenix i Woody Norman. „C’mon C’mon” już w kinach

Foto: Gutek Film

Dojrzały, samotny mężczyzna i małe dziecko. Trudno o większy banał – takimi historiami żywi się wiele opowieści familijnych. A jednak „C'mon C'mon" Mike'a Millsa to kino artystyczne najwyższych lotów. Czarno-biały film niesie całą gamę kolorów, uczuć, refleksji, wzruszeń.

50-letni Johnny jest reporterem radiowym, wolnym ptakiem. Z siostrą poróżniły go słowa, jakie padły po śmierci matki. Ale teraz Viv musi wyjechać, by zająć się chorym mężem, i prosi brata, by zaopiekował się jej dziewięcioletnim synkiem.

To będzie ważny czas zarówno dla mężczyzny, jak i dla chłopca, razem wyruszają w podróż z Los Angeles do Nowego Jorku i Nowego Orleanu. Johnny robi swój radiowy program. Pyta dzieci: „Co myślisz o zmianach klimatycznych?", „Czy spotkałeś się z przejawami rasizmu?", ale też: „Jak widzisz przyszłość?". Odpowiadają. Czasem zadziwiająco dojrzale, czasem naiwnie. Jedne boją się tego, co przyjdzie, inne nie. Mówią o samotności, lękach, nadziejach.

Jesse nie chce na te pytania odpowiedzieć. Jednak to, co rodzi się między nim a Johnnym, zaczyna być coraz bardziej szczere i ważne. Facet, który nigdy nie wziął odpowiedzialności za innego człowieka, nagle wariuje, gdy siostrzeniec się gubi. Uczy go, co sam jako radiowiec umie najlepiej: odbierania świata przez dźwięki. Rozwinięty ponad wiek, tryskający energią, rozgadany i spontaniczny dziewięciolatek nabiera do wujka zaufania. Ale też zadaje mu najprostsze pytania, choćby to: „Dlaczego się nie ożeniłeś?".

W „C'mon C'mon" nie ma pustych scen. Każda sytuacja przynosi nowe emocje, ciągłe odkrywanie drugiej osoby, ale i siebie. Są tu obrazy Ameryki, lęki, radość, jest miłość matki i próba chronienia dziecka przed wstrząsem. Przede wszystkim jednak Mills przypomina, jak ważne jest słuchanie innych.

Reklama
Reklama

To bardzo osobisty film. Inspiracją stał się dla 55-letniego reżysera jego syn. Mills zresztą nie ukrywa, że w skromnych, kameralnych opowieściach zawsze odwołuje się do własnych rodzinnych doświadczeń.

Jego matka umarła na raka mózgu w 1999 r. Pół roku później ojciec dokonał coming outu. Miał wtedy 75 lat, z których 45 przeżył w małżeństwie. Mills opowiedział o tym w świetnych „Debiutantach", w których – podobnie jak stało się w życiu – stary ojciec przekazuje synowi dwie informacje: że umiera na raka i że ma młodego kochanka.

W kolejnym obrazie „Kobiety i XX wiek" znalazł się zaś niezwykły portret matki. Za scenariusz do tego filmu Mills dostał nominację do Oscara. Czerpiąc z własnego życia, potrafi tworzyć bohaterów prawdziwych i przejmujących. To pole do popisu dla aktorów. Za rolę w „Debiutantach" 82-letni Christopher Plummer dostał Oscara.

Także w „C'mon C'mon" Joaquin Phoenix przechodzi samego siebie. Niepokorny, zbuntowany antygwiazdor, syn członków sekty Children of God, od małego zarabiał, grając na ulicach, a do telewizji trafił jako ośmiolatek.

Miał 19 lat, gdy jego brat River Phoenix zmarł w 1993 r. po przedawkowaniu narkotyków. Joaquin nie stanął wtedy przed kamerą przez dwa lata. Przeżył szok. W 2008 r. znów ogłosił koniec kariery. Wrócił na ekran po czteroletniej przerwie w „Mistrzu" Paula Andersona. Zagrał zwolnionego z marynarki wojennej pacjenta szpitala psychiatrycznego, alkoholika.

Od tej pory pojawia się na ekranie w miarę regularnie. Dwa lata temu dostał Oscara za kreację w „Jokerze" Todda Phillipsa. Pokazał, jak zło, bunt, agresja zaczynają kiełkować w człowieku wykluczonym, niepotrafiącym znaleźć swojego miejsca w społeczeństwie.

Reklama
Reklama

Teraz znów sięga głęboko w ludzką duszę, zdejmuje kolejne maski, wydobywa prawdę, pokazuje najpiękniejsze strony człowieczeństwa. Fantastycznie partneruje mu mały Woody Norman, tworząc jedną z najlepszych dziecięcych kreacji ostatnich lat. A to grono pięknych postaci dopełnia Gaby Hoffmann jako Viv. Jej wieczorne telefony to kolejny poemat w tej historii.

„C'mon C'mon" to niezwykły film. Mills wciąga widza w swoją opowieść, uruchamia w nim pokłady wrażliwości. Czy nie na tym polega siła prawdziwej sztuki?

Film
Nie żyje Eric Dane, gwiazdor serialu „Chirurdzy”. Miał 53 lata
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama