Metodę taką Bendyk demonstruje nam w dzienniku "Polska" w całostronicowym tekście poświęconym szczytowi klimatycznemu w Kopenhadze. Hipotezę ludzkiego wpływu na globalne ocieplenie traktuje jako pewnik, którego nie tylko nie trzeba dowodzić, ale i wyjaśniać. Problemem dla Bendyka jest wyłącznie brak porozumienia państw rozwiniętych co do "ograniczenia emisji dwutlenku węgla w stopniu wystarczającym, by wzrost temperatury atmosfery nie wzrósł ponad 2 stopnie w stosunku okresu przedprzemysłowego". Cytat dosłowny.
Wprawdzie rzesze naukowców kwestionują ów szczególny wzrost, dowodząc, że temperatura jest zjawiskiem cyklicznym, a jej fluktuacje bywały znacznie większe; wprawdzie wpływ człowieka na emisję gazów cieplarnianych to promile, ale nauka o przyszłości nie będzie się zajmować takimi drobiazgami. Bendyk nie precyzuje, w jakim terminie ma nie nastąpić ów wzrost wzrostu (dziesięć lat czy milion), ale imponuje precyzją 2 stopni.
Parę dni wcześniej hakerzy wrzucili do Internetu dokumenty klimatologicznego instytutu Uniwersytetu Wschodniej Anglii, który stanowi ważny element naukowego zaplecza ONZ w kwestii wpływu człowieka na globalne ocieplenie. Odsłaniają manipulacje, naciski na media, traktowanie inaczej myślących naukowców jak wrogów, których należy zniszczyć.
O tym Bendyk nie pisze, natomiast zauważa finalnie: "Klimat nie jest [w tej grze] stawką, ale dobrym pretekstem, by na nowo poustawiać świat". Święte słowa. Nowa generacja zbawców świata zaczyna go ustawiać ponad naszymi głowami. Oczywiście dla naszego dobra.
[ramka][link=http://blog.rp.pl/wildstein/2009/11/23/wnioski-z-przyszlosci/]Skomentuj[/link][/ramka]