Drużyna Michała Probierza uległa Holendrom (1:2) i Austriakom (1:3) oraz zremisowała z Francuzami (1:1). Robert Lewandowski przed tym ostatnim spotkaniem mówił, że los przyznał nam rywali na miarę ćwierćfinału i trudno się z kapitanem nie zgodzić. Awans byłby wynikiem ponad stan, choć to natura futbolu, że zawsze daje nadzieję, gdy przed pierwszym gwizdkiem jest 0:0.
Zamykający nasze Euro 2024 remis z wicemistrzami świata daje nadzieję, że spotkanie przeciwko Austriakom było jedynie interludium, podczas którego selekcjoner sam przestraszył się własnych obietnic odwagi oraz grania w piłkę i właśnie przeciwko Francuzom obejrzeliśmy ustawienia domyślne, jakie chce wdrukować w DNA drużyny, którą buduje.
Czytaj więcej
Po reprezentacji Polski na Euro 2024 od początku kibice wiele się nie spodziewali - i w zasadzie...
Dlaczego Euro 2024 nie jest porażką reprezentacji Polski
Reprezentacja jest dziś w lepszym miejscu niż rok temu, kiedy Fernando Santos kontynuował destrukcję, którą zaczął Czesław Michniewicz. Nasi piłkarze wracali wtedy na tarczy z Kiszyniowa (2:3), a na pokładzie samolotu, gdzie był skazany na korupcję Mirosław Stasiak nie tylko pachniało klęską, ale także - jak pisał „Przegląd Sportowy” i sugerował Lewandowski - alkoholem.
Probierz w listopadzie zaczął szukać czasu, który reprezentacja straciła przez Cezarego Kuleszę. Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) najpierw nie dogadał się z Paulo Sousą, a później zatrudniał Michniewicza oraz Santosa. Pierwszy nie zamieniał wody w wino i wmówił kadrowiczom, że nigdy nie będą grać ładnie w piłkę. Drugi przyjechał do Polski na ekskluzywną emeryturę.