Rzeź restauracji. Zyskały tylko wielkie sieci

Mało który sektor oberwał tak mocno. Pandemia cofnęła gastronomię pod względem liczby lokali do 2009 r., zaś jeśli chodzi o wartość rynku – do 2016 r. Nic nie wskazuje, by sytuacja miała się poprawiać.

Publikacja: 23.01.2022 21:00

Rzeź restauracji. Zyskały tylko wielkie sieci

Foto: Adobe Stock

W dwa lata pandemii gastronomia zaliczyła gigantyczny spadek, tak sprzedaży, jak i liczby lokali – wynika z raportu firmy GfK, który „Rzeczpospolita" poznała jako pierwsza. Firma nie publikowała go przed rokiem, teraz podaje, że w 2021 r. wartość rynku spadła do 28,5 mld zł, czyli o ponad 22 proc. w stosunku do 2019 r. Przez te dwa lata liczba lokali z kolei skurczyła się o niemal 10 tys., do 63 tys.

Koniec dekad rozwoju

– Pandemia zastopowała, a nawet cofnęła rozwój branży – mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia. – W 2021 r. zamkniętych zostało 17 proc. lokali gastronomicznych w porównaniu z liczbą z 2019 r. Pod względem liczby obiektów pandemia cofnęła rynek do 2009 r. Z kolei w kwestii obrotów mamy do czynienia z powrotem do sytuacji z 2016 r. To znaczący regres, który trudno będzie nadrobić – dodaje.

GfK zauważa, że są sektory rynku, które rosną. 15 największych sieci w tym okresie o 5 proc. zwiększyło liczbę lokali w porównaniu z 2019 r. Stało się tak, mimo że miesiącami mogły sprzedawać wyłącznie w formule na wynos lub z dostawą do klienta w domu. W efekcie, jak wynika z raportu w 2021 r., 59 proc. obiektów gastronomicznych oferowało posiłki poza lokalem, co oznacza wzrost aż o 15 pkt proc. w porównaniu z pandemicznym 2020 r.

Czytaj więcej

Ogromne koszty energii i gazu dobiją restauracje, zwłaszcza z pizzą

Boom na dowozy i zamówienia – tak online, jak i telefoniczne – to największa zmiana w branży. – Są restauracje, które blisko 100 proc. przychodów czerpią z dowozów. Na drugim końcu skali są takie, które dowozy robią okazjonalnie i bazują prawie w całości na obsłudze klientów w lokalu – mówi Grzegorz Aksamit, wiceprezes Stava, zajmującego się logistyką dostaw. Transportować najłatwiej dania typu pizza, sushi czy burgery oraz kebab i to one okupują czołowe miejsca, jeśli chodzi o najczęściej zamawiane.

– Pandemia udowodniła, że każdy restaurator powinien rozważyć zbudowanie kanału sprzedaży na dostawach – dla własnego bezpieczeństwa i dywersyfikacji źródeł przychodów. Nawet jeśli to będzie 20–30 proc. przychodów, to w razie kolejnych lockdownów łatwo przestawić całą restaurację w 100 proc. na dowozy – dodaje.

W tego typu operacje łatwiej jest wejść sieciom, także z racji skali działalności. Dlatego rola dużych operatorów na rynku będzie rosnąć. – Teraz mało kto otwiera samodzielnie lokal gastronomiczny. A niektórzy restauratorzy, którzy nie chcą odchodzić z branży, decydują się właśnie przystąpić do sieci. To dość naturalna reakcja po wszystkim, z czym musieli zmierzyć się w ostatnich dwóch latach. Widzimy to w zgłoszeniach franczyzowych – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Czytaj więcej

Polacy zmuszeni do zaciskania pasa. Na czym będziemy oszczędzać w 2022

– Nadal klienci chętnie korzystają z dostaw, choć trochę mniej niż w okresie lockdownu. Z badań z lat poprzednich wiemy, że 90 proc. gości współdzieli usługi dostaw z usługą w lokalu, więc naturalne jest, że po okresie zamrożenia goście wrócili do restauracji, a mniej korzystają z dowozu. Dla nas podstawą jest sprzedaż na sali – dodaje, podkreślając, iż firma chce rozwijać sieć stacjonarną oraz wzmacniać dostawy.

Nie będzie lepiej

W 2021 r. lokal gastronomiczny choć raz odwiedziło 58 proc. Polaków powyżej 15. roku życia, co oznacza spadek o 1 pkt proc. w stosunku do 2019 r. – Konsumenci, którzy korzystają z usług lokali gastronomicznych, starają się do maksimum wykorzystywać czas, kiedy nie ma wprowadzonych obostrzeń – mówi Szymon Mordasiewicz. – W 2022 r. można zacząć studzić ten optymizm. Kiedy Polacy staną przed decyzjami związanymi z oszczędzaniem i ograniczaniem wydatków, w pierwszej kolejności mogą zrezygnować z konsumpcji poza domem – dodaje.

Branża nadal pracuje w potężnych ograniczeniach, zajętych może być tylko 30 proc. stolików, a rozkręcająca się błyskawicznie kolejna fala z wariantem omikron jest następnym ogromnym problemem, gości od tego na pewno nie przybędzie. Do tego ogromnym problemem jest także wzrost kosztów.

– Ceny rosną, nie tylko energii, ale i surowców, przygotowywaliśmy się dużo wcześniej do zmieniającego się otoczenia. Pomogliśmy franczyzobiorcom opracować ceny dostosowane do lokalnych warunków, które pozwalają im działać i nie odbiegać od poziomu cen u konkurencji. Kolejne zmiany menu będą okazją do weryfikowania ich wysokości – mówi Marta Kołakowska, dyrektor franczyzy sieci pizzerii Stopiątka.

Czytaj więcej

Małe firmy nie wytrzymają kolejnego lockdownu

– Naszą odpowiedzią na tak drastyczny wzrost kosztów jest format Stopiątka Fabryka, który jest nastawiony na optymalizację kosztów i obsługę zamówień w dostawie, bez sali konsumpcyjnej – dodaje. Proces jest półautomatyczny, pizza po wypieczeniu w wysokiej temperaturze trafia prosto do pudełka, dzięki temu jest to bezpieczny produkt.

Firmy nie widzą też zupełnie wsparcia władz. – Gastronomia, hotelarstwo i turystyka to branże poszkodowane najmocniej przez pandemię, a politycy nie są w stanie zaoferować żadnego sensownego rozwiązania. Zamiast pracować nad obniżeniem VAT w gastronomii do 5 proc., wprowadza się ograniczenia, których my nie możemy stosować, a nikt nam w tym nie pomoże – mówi Jacek Czauderna, prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.

– Koszty działalności rosną lawinowo, z branży odpłynęło 200 tys. pracowników, płace są najniższe w historii, chociaż ok. 50 tys. ludzi chciałoby w gastronomii podjąć zatrudnienie, ale nie za jałmużnę. W świetle takich wyzwań oczekujemy od rządu zdecydowanych działań w ratowaniu hoteli, gastronomii i turystyki – dodaje Jacek Czauderna.

Opinia dla "Rz"
Łukasz Pawlik, prezes platformy Lunching.pl

Lockdown spowodował przestoje w produkcji, kantyny firmowe często stały niewykorzystane, powodując koszty stałe. Z tego powodu półtora roku temu nagle wzrosło zainteresowanie sektora produkcyjnego wirtualnymi rozwiązaniami w zakresie odżywiania pracowników. Wyraźnie to zauważyliśmy. Trend do rezygnacji ze stacjonarnych kantyn utrzymał się i – moim zdaniem – nie zmieni tego koniec pandemii. Przejście na zamawianie posiłków online przez pracowników przyniosło firmom oszczędności i rozwiązało przy okazji kilka innych problemów. Stacjonarna stołówka nie jest w stanie zapewnić jedzenia dla każdej zmiany i w kilku budynkach, czy nawet miejscowościach, jednocześnie. Zainteresowanie wirtualnymi rozwiązaniami wywołała pandemia, ale ten trend pozostanie już na zawsze.

Gastronomia
Ceny kawy biją rekordy. Magazyny są puste, rynek przygotowuje się na poważny kryzys
Materiał Partnera
Warunki rozwoju OZE w samorządach i korzyści z tego płynące
Gastronomia
Dobry początek roku w restauracjach. Mimo długów optymizm wraca na rynek
Gastronomia
KFC już nie z Kentucky. Wielkie przenosiny giganta
Gastronomia
Pizzerie tracą klientów. Efekt Żabki czy boom na kebab?
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Gastronomia
Zła wiadomość dla Włochów i dla turystów. Mocno drożeje największy włoski przysmak