Sprawa zwrotu nadpłaconego podatku akcyzowego za energię elektryczną staje się coraz bardziej zawiła. Jak dowiedziała się „Rz”, już nie tylko elektrownie domagają się pieniędzy od urzędów celnych, ale same muszą odpowiadać na roszczenia ze strony swoich największych odbiorców.
W kilku elektrowniach uzyskaliśmy nieoficjalnie potwierdzenie, że ich kilku klientów chce odzyskać nadpłacony podatek. Chodzi o okres od 2006 r. do marca 2009 r., kiedy to w Polsce obowiązek zapłaty akcyzy za energię obejmował elektrownie, co było sprzeczne z unijnym prawem. Stąd elektrownie wystąpiły o zwrot pieniędzy, ale bez skutku. Sprawa trafiła więc do sądu, ale końcowego rozstrzygnięcia nie ma.
Zdaniem eksperta branży Filipa Elżanowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego roszczenia odbiorców przemysłowych dotyczące nadpłaconej akcyzy szacunkowo mogą wynosić około 600 mln zł rocznie. W sumie więc chodzi o kwotę ok. 2 mld zł. Tymczasem Ministerstwo Finansów w nowym projekcie ustawy o zwrocie podatku uważa, że elektrowniom nie należy się zwrot całej nadpłaconej akcyzy, a jedynie tylko niewielkiej części – w sumie ponad 900 mln zł. To kwota podatku naliczonego za energię wyprodukowaną, a nie sprzedaną (z tytułu tzw. strat w przesyle).
– To nie wystarczy, by pokryć roszczenia odbiorców przemysłowych – mówi Filip Elżanowski. – Można zatem spodziewać się, że nawet elektrownie będące w państwowych grupach energetycznych będą musiały wystąpić o zwrot całej akcyzy, by mieć pieniądze na wypłaty dla klientów, gdy ci wygrają postępowania sądowe.
W opinii resortu finansów tymczasem nie ma podstaw do zwrotu nadpłaconej akcyzy. I argumentuje, że byłoby to bezpodstawne wzbogacenie, bo elektrownie wliczyły podatek w cenę wytworzonej energii. Zatem podatkiem akcyzowym obciążeni zostali odbiorcy końcowi, którzy zapłacili akcyzę w cenie zakupionej energii.