Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie czynniki stoją za wyhamowaniem dynamiki płac w polskich firmach.
- O ile realnie wzrosły nasze pensje i co to oznacza dla siły nabywczej Polaków.
- Jak najnowsze dane z rynku pracy mogą wpłynąć na przyszłe decyzje dotyczące stóp procentowych.
- Dlaczego mimo stabilnej gospodarki spada zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw.
Wzrost przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw o 5,9 proc. r/r okazał się w zasadzie zbieżny ze średnią oczekiwań ekonomistów ankietowanych przez „Rzeczpospolitą” i „Parkiet” (6 proc.). Dane z ostatnich miesięcy potwierdzają: dynamika płac w firmach, po ponad dwóch latach wyraźnego hamowania, stabilizuje się w okolicach 6 proc. r/r. To najniższy poziom od około 5,5 lat.
Dlaczego tempo wzrostu płac wyhamowało w ostatnich latach?
Płace nie rosną tak szybko jak w poprzednich latach, gdy wysoka inflacja w połączeniu z silnym odbiciem pocovidowym na rynku pracy wywindowała tempo wzrostu płac do dwucyfrowych poziomów. Wówczas kluczowym czynnikiem były też wysokie podwyżki płacy minimalnej, o około 10-20 proc. w latach 2023-2025, wynikające z mechanizmu rekompensowania podwyższonej inflacji. W 2026 r., przypomnijmy, minimalne wynagrodzenie urosło już tylko o 3 proc. r/r, o tyle samo pójdzie w górę w 2027 r. W 2024 r. mieliśmy też do czynienia z podwyżkami rzędu 20-30 proc. dla sfery budżetowej i nauczycieli. One wprawdzie bezpośrednio nie wpływały na dynamikę wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw (tu liczą się firmy, i to z przynajmniej dziesięcioma pracownikami), ale pośrednio – kanałem presji porównawczej, konkurencji o pracowników czy wyższego popytu – mogły mieć pewne znaczenie.
Dziś dużo mniej sowite podwyżki płacy minimalnej i płac regulowanych, w połączeniu z niższym popytem na pracę (acz powracającym do lekkich wzrostów – tak wskazuje np. liczba ofert pracy według Grant Thornton), mniejszą skłonnością firm do istotnego podnoszenia wynagrodzeń oraz niższą inflacją niż w ostatnich latach (mniejsza presja na rekompensowanie rosnących kosztów życia) oznaczają, że tempo wzrostu płac jest niższe niż w poprzednich latach, od początku roku waha się w przedziale 5,4-6,8 proc. r/r. Gwoli wyjaśnienia: obecny wzrost inflacji może podnieść oczekiwania na podwyżki płac (choć w obliczu letniej temperatury na rynku pracy nie musi to być łatwe do zdobycia dla wielu pracowników), ale jeśli już, to zobaczymy to zjawisko z poślizgiem. – Nominalne wynagrodzenia zaczną reagować ze znacznym opóźnieniem na inflację. Przez ten okres „przejściowy” to będzie wspierało marże przedsiębiorstw, ponieważ one mają zwyczajowo lepszą pozycję negocjacyjną i silniejszą pozycję w zakresie kształtowania cen – komentuje Mateusz Dadej, główny ekonomista Coface w Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Moim zdaniem minie jeszcze rok lub dwa, zanim nominalne wynagrodzenia realnie dostosują się do zmian w poziomie cen. W tym okresie konsumpcja bezsprzecznie odczuje ten hamujący impuls – dodaje.
Co kluczowe, hamowanie tempa wzrostu płac objęło wszystkie główne grupowania, acz np. w ostatnich miesiącach nieco wybija się dynamika wynagrodzeń w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej (średnia za ostatnie pół roku to wzrost o blisko 8 proc. r/r), a na minus w budownictwie oraz zakwaterowaniu i gastronomii („tylko” 5,6-5,7 proc.). Tempo wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw jest też bardziej zbliżone do szacunków wzrostu produktywności niż w minionych latach.
Czytaj więcej
Podwyżki dla specjalistów coraz mocniej zależą od branży i kompetencji. Średnie oferowane wynagrodzenie wzrosło w ciągu roku o 4,5 proc., do ponad...
O ile realnie rosną płace w Polsce?
Kwotowo, przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło we wrześniu bieżącego roku 9266,48 zł, co oznacza wzrost o około 516 zł rok do roku.
W ujęciu realnym – a więc po uwzględnieniu inflacji (we wrześniu 4,1 proc. r/r) – przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o około 1,7 proc. To najmniej od trzech lat. Może to negatywnie wpływać na dynamikę konsumpcji towarów i usług, szczególnie gdyby doszło do pogorszenia nastrojów konsumentów (choć na razie nie widać tu załamania). Z drugiej strony gospodarstwa domowe dysponują zgromadzonymi oszczędnościami, które mogą amortyzować spowolnienie konsumpcji i ograniczać ryzyko jej gwałtownego hamowania.
Przedstawione we wtorek dane GUS o wynagrodzeniach są wsparciem dla niejastrzębiej retoryki Rady Polityki Pieniężnej. Potwierdzają chłodzenie presji płacowej, acz bez jednoczesnego pogorszenia na rynku pracy. Nie wskazują, aby przewidywania wyższej inflacji rzutowały już na dynamikę płac, tempo tegoż wzrostu zdecydowanie nie sugeruje nowego impulsu dla konsumpcji. Słowem: z punktu widzenia RPP te dane można zapisać po stronie argumentów przeciw rychłej podwyżce stóp procentowych. – Wrześniowe dane nie zmieniają obrazu stopniowo wygasającej presji płacowej. Mimo podwyższonej inflacji, związanej m.in. z cenami energii, nie widać obecnie wyraźnych oznak jej przełożenia się na dynamikę wynagrodzeń – komentuje Leszek Kąsek, ekonomista ING Banku Śląskiego. – Oczekujemy, że w kolejnych miesiącach dynamika wynagrodzeń jeszcze nieco się obniży, choć prawdopodobnie przez cały 2027 r. pozostanie nieco powyżej 5 proc. r/r. – dodaje Bartosz Białas, analityk Erste Bank Polska.
Czytaj więcej
W ostatnich latach przybyło osób, które wyrabiają co najmniej 16 darmowych nadgodzin tygodniowo. Jednocześnie wzrósł odsetek tych, którym łatwiej o...
Przeciętne zatrudnienie nadal spada
Jak wynika również z wtorkowego raportu GUS, we wrześniu przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło o 0,8 proc. r/r (zgodnie ze średnią prognoz dla „Parkietu”) i sięgnęło 6 mln 360,4 tys. etatów.
Istotną rolę odgrywają tu względy demograficzne (m.in. niezastępowanie odchodzących na emerytury pracowników nowymi), acz w obliczu stabilnych danych o zatrudnieniu z całej gospodarki można wysnuwać wniosek, że może lekko zmieniać się model zatrudnienia (mniej etatów, więcej innych form pracy czy współpracy). Ekonomiści ING Banku Śląskiego mówią także o rosnącej roli pracowników zagranicznych. - Dynamika spadku zatrudnienia raportowana przez przedsiębiorstwa jest większa niż dane dla całej gospodarki – zauważa Kąsek.
Do tego też dochodzi obniżony popyt na pracę, acz powody mogą być tu różne: od słabego popytu w niektórych branżach czy firmach, poprzez brak wykwalifikowanych pracowników na rynku, po większą presję na stabilność budżetów płacowych. W tych okolicznościach firmy mocniej stawiają na wyższą efektywność pracy, ostrożniej podchodzą zaś do nowych rekrutacji.