Reklama

Niemiecki dzięcioł z PlayStation

Miał sprzedawać mercedesy, a jest jednym z największych piłkarskich talentów w Niemczech. W lipcu dołączy do polskiej trójki w Dortmundzie

Publikacja: 25.06.2012 02:05

Marco Reus – kolejne złote dziecko niemieckiego futbolu, fot. Manu Fernandez

Marco Reus – kolejne złote dziecko niemieckiego futbolu, fot. Manu Fernandez

Foto: AP

Narodziła się nowa gwiazda – pisały gazety po wygranym ćwierćfinale z Grecją. Kolejne złote dziecko niemieckiego futbolu nazywa się Marco Reus i ma 23 lata.

Lucien Favre, jego trener w Borussii Moenchengladbach, mówił o nim, że porusza się po boisku jak piłkarz z PlayStation. Grecy już wiedzą, co miał na myśli.

Reus wyglądał jak żywcem wyjęty z gry komputerowej: szalał na prawym skrzydle, wymieniał się pozycjami z Mesutem Oezilem, strzelił czwartego gola. Bez żadnych kompleksów, choć był to jego debiut w wielkim turnieju.

– Wcześniej byłem trochę rozczarowany, że nie grałem. Ale trener inwestuje w młodych zawodników i wiedziałem, że w końcu wstanę z ławki. Dzięki temu nabrałem pewności siebie. To piękny dzień w mojej karierze – opowiada Reus. Dodaje: – Chcemy zdobyć tytuł.

Reklama
Reklama

Reusa lubią w Niemczech za szybkość na boisku i skromność poza nim. Choć kapitan reprezentacji Philipp Lahm zapraszał go do Bayernu, twierdząc, że najlepsi powinni grać w Monachium, wybrał Borussię Dortmund. Tam się urodził i wychował.

Nigdy nie miał pretensji, że się na nim nie poznali. Twierdzili, że jest za niski i za chudy (dziś ma 180 cm i waży 70 kg), kazali siedzieć na ławce. A on chciał grać i się rozwijać. Odszedł, gdy miał 16 lat. Do trzecioligowego Rot Weiss-Ahlen. Treningi łączył z praktyką w salonie Mercedesa.

– Chciałem mieć jakiś plan B, gdyby mi nie wyszło – tłumaczy. Ale poddawać się nie zamierzał. – Powtarzałem sobie: nie możesz stracić przyjemności z gry w piłkę, musisz nadal ciężko pracować. Na szczęście miałem wokół siebie ludzi, którzy przypominali mi, że warto walczyć o swoje marzenia – dodaje.

Ci ludzie to ojciec Thomas, mechanik i jego pierwszy trener, matka Manuela (pracuje w biurze) i dwie siostry. Wszyscy przyjechali na mecz do Gdańska, z dumą patrzyli na Marco.

Reus pomógł Ahlen awansować do drugiej ligi. Tam wpadł w oko skautom z Moenchengladbach i nastąpił zwrot w jego karierze. Zadebiutował w Bundeslidze, parę tygodni później strzelił Mainz pierwszą bramkę – po ponad 50-metrowym rajdzie.

Miał tak duży wpływ na grę drużyny, że zaczęto ją nazywać „Boreussia", a jego samego „Rolls Reus". Zdobył gola, który uratował zespół przed spadkiem. Ostatni sezon zakończył z 18 bramkami (cztery mniej od Roberta Lewandowskiego), ale nie zapominał też o kolegach – miał 11 asyst. Zostawił klub przed eliminacjami Ligi Mistrzów. A na Facebooku przybyło mu 200 tys. nowych fanów.

Reklama
Reklama

W Niemczech furorę robią też jego fryzury. Dzięki jednej z nich oraz charakterystycznym ruchom głowy i miłości do Ronaldinho zyskał pseudonim Woodyinho (dzięcioł Woody to bohater amerykańskich kreskówek).

Już zimą podpisał pięcioletni kontrakt z mistrzem Niemiec. Kosztował 17,5 mln euro. Tak wielkich pieniędzy nie wydano w Dortmundzie na piłkarza od 2001 roku – wówczas za brazylijskiego napastnika Marcio Amoroso zapłacono 25 mln euro.

Ale marzenia Borussii o podbiciu Ligi Mistrzów są bezcenne.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama