- Nie ma żadnego konfliktu na linii MON-wojsko. Jeśli były rozbieżności to zostały one już wyjaśnione, albo zostaną wkrótce wyjaśnione - przekonywał na konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki. - Przypomnę pewne zdarzenie, które miało miejsce dwa i pół miesiąca temu na niebie, nad USA, najpotężniejszym państwem na świecie. Chińskie balony szpiegowskie pojawiły się nad Alaską, potem nad Kanadą i znów nad USA. Dopiero po kilku dniach te balony zostały zestrzelone. Przypomnę też incydent z dronem, który przeleciał nad terytorium Rumunii, spadł w Chorwacji, o rakietach, które spadają na terytorium Mołdawii - wyliczał.
I zgodnie z narracją, od miesięcy lansowaną przez PiS, odpowiedzialnością obarczył opozycję i media. - Ja rozumiem, że opozycja i sprzyjające opozycji media próbują wzniecić atmosferę strachu - dodał. - Niestety tego typu rzeczy w całej Europie zdarzają się, mogą się zdarzać. Jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi sojusznikami z NATO - podsumował premier.
Czytaj więcej
- Niestety mamy wojnę za naszą wschodnią granicą - w ten sposób premier Mateusz Morawiecki odpowi...
Rosyjska rakieta pod Bydgoszczą: Generałowie mówią jedno, minister drugie
Bagatelizowanie tematu, bez wyciągania wniosków świadczy właśnie o tym co napisałem tydzień temu w „Rzeczpospolitej” w tekście „Państwo abdykowało”. „Można odnieść wrażenie, że przedstawiciele rządu bagatelizują ten temat. Ich narracja sprowadza się do stwierdzenia, że „przecież nic nie wybuchło i nikt nie zginął”. Niektórzy nawet twierdzą, że być może „system nie jest w 100 proc. szczelny”. Ale to przecież szef MON w połowie października głosił tezę, że „zbudowaliśmy wielowarstwowy system obrony przeciwlotniczej. Mamy pioruny, zestawy Pilica, Małą Narew i patrioty. Dzięki staraniom rządu PiS nasze niebo jest bezpieczne”. Teraz w tym kierunku poszedł premier.
Dzisiaj znamy mniej więcej sekwencję zdarzeń i wiemy, że obydwie strony: Dowódca Operacyjny gen. Tomasz Piotrowski oraz szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Rajmund Andrzejczak, zupełnie inaczej, niż minister Mariusz Błaszczak opisują działania związane z rakietą. Z upublicznionego fragmentu raportu wynika, że 16 grudnia 2022 r. Dowództwo Operacyjne faktycznie nie informowało o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej, ale już następnego dnia zasygnalizowało to Centrum Operacji Powietrznych podległe Dowódcy Operacyjnemu. Mowa była jednak o obiekcie niezidentyfikowanym. Nie oznacza to, że wojsko powinno sobie odpuścić poszukiwanie tego obiektu, tym bardziej, że o tym, iż coś do nas wleciało informowali Ukraińcy.