4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Pamiętam program nadany któregoś roku przez francuską telewizję podczas wielkoszlemowego turnieju tenisowego w Paryżu. Widzów zmierzających na korty imienia Rolanda Garrosa pytano, kim był patron imprezy. Większość nie wiedziała. Sporo osób mówiło, że to prawdopodobnie jakiś mistrz tenisa z dawnych lat.
To by było logiczne, ale Francuzi wybrali w 1928 roku mniej oczywiste rozwiązanie. Postawili na lotnika, bohatera I wojny światowej. Nawet nie paryżanina. Roland Garros urodził się bowiem na wyspie Reunion położonej na Oceanie Indyjskim, będącej wówczas kolonią, a dziś departamentem zamorskim Francji. Człowiek, który obecnie na całym świecie kojarzony jest z tenisem, nie miał z tym sportem nic wspólnego. Kochał samoloty i lubił rugby.
Jak do tego doszło? Był wrzesień 1927 roku. Francuscy tenisiści wywalczyli właśnie Puchar Davisa, dokonując tego na „terytorium wroga" – kortach Germantown Cricket Club w Filadelfii. Pokonali po zaciętym boju (po dwóch dniach przegrywali 1:2) drużynę USA 3:2. Ówczesny regulamin dawał zwycięzcom ogromny przywilej. Nie musieli brać udziału w całych rozgrywkach. Mieli tylko obowiązek obrony trofeum w następnym roku. Francuzów czekał więc mecz na własnym terenie z żądnymi rewanżu Amerykanami.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Polityka odciąga od spraw naukowych, a zarazem ukierunkowuje charakter oraz zainteresowania i pasje na sprawy bł...
Chłopi napadający na szlachtę są, panowie znęcający się nad chłopami są, ale znajdziemy też wiele budujących prz...
Warto czytać Blooma i zalecane przez niego powieści: jestem pewien, że o erotyzmie i miłości możemy się bardzo w...
Przyda się umiejętność blefowania, choć ważna jest też cierpliwość.